Barcelona więc. Tyle czasu trwała obrona przed przyjazdem do tego miasta, jakoś podświadomie omijałem je, Ag podobnie. Przecież wszyscy tu jeżdżą, po co się pchać tam gdzie wszyscy? Pamiętam nasze zwiedzanie Wenecji czy Florencji. Po kilku minutach chciałem stamtąd uciekać, nie dało się żyć, wszędzie tłumy turystów. Niczego nie zobaczyłem tam, nie było spokoju. Nawet jak poszliśmy na mecz to było zero zero. Totalna porażka. Aż tu nagle Barcelona. Tanie bilety były, to takie najprostsze wytłumaczenie, fakt były. Poza tym to ciągłe: jak to, ty tam nie byłeś? Niemożliwe! Możliwe. Wcale się tu nie pchałem, w ten kwadrat w okolicy El Born, między park a stację kolejową. Jakoś samo wyszło, niechcący. W pracy przełożona mówi: Marek, Barcelona to dla ciebie jak wycieczka na Wilanów. Przemierzam więc te wąskie uliczki w kierunku La Rambli i próbuję sobie wyobrazić jak przedzieram się między blokami do Sarmackiej. Jednak Szanowna Pani Przełożona to inaczej niż wycieczka na Wilanów. I nawet w sensie, o który właściwie chodziło. Z tą dwójką maluchów u boku, kiedy idziesz na kolację i jedno usypia, to starsze, młodsze zaś się budzi i krzykiem bojowym oznajmia, że nie zostanie tu dłużej. Wyciągasz więc wózek, wszyscy się na Ciebie gapią i usypiasz małą na ulicy, patrzysz w witrynę restauracji jak Ci krewetki stygną. Inaczej jest. Inaczej wszystko. Pierwszy raz za granicą w czwórkę: Ag, Jaś i Misia. Pierwszy raz z dwójką dzieci..

Barcelona

Dochodzi północ. Od pół roku moja ulubiona godzina, godzina ciszy. Dzieci śpią. A ja mam czas aby podsumować dzień. Piję Estrella Galicia choć w Polsce zobaczyć mnie z piwem jest sztuką. Coś w tej Barcelonie nie mogę wejść w wino i to nie dlatego, że jest niesmaczne, po prostu nie ten moment. Może jest jeszcze za zimno, a może jest za mało zimno? Bo pogoda jest taka po środku, 17, 18, 19 stopni. Jak wyjdziesz na słońce to grzeje, jak wejdziesz w cień to za mocno chłodzi. Piję więc piwa, choć piw nie lubię. Patrzę w ulice Barcelony, miasta, na które patrzeć niespecjalnie chciałem. Ładnie jest, muszę to przyznać, Barcelona to ładne miasto. Mówię do Ag: posłuchaj, ładnie tu jest, ale niewiele więcej mogę powiedzieć o tym mieście, nie ma tu takiej jednej cechy, która dominuje, która powoduje, że miasto jest w stylu takim a takim. Ag, jak zwykle analitycznie odpowiada: jest, brakuję mi słowa, jak znajdę to Ci powiem. Powiedziała później: jest jak kurort wypoczynkowy. I Ag ma rację, Barcelona to ogromny kurort turystyczny. To nie jest miasto, które żyje dla pracy, to jest miasto dla mieszkańca i turysty. Jednemu i drugiemu daje wypoczynek. Radość przebywania w nim. Daje ławkę do leżenia, trawniki i plaże. Daje knajpy. Taki kurort turystyczny do potęgi, rozbudowany do pięciu milionów mieszkańców. Na chłodno patrząc – przerośnięty.

Jaś

L’Argentera to idealna ulica do mieszkania, wszędzie blisko. Znaleźliśmy szybko miejsce z kawą idealną na poranek, nie dość, że smaczną to jeszcze podaną wokół dobrego designu. Dwa poranki z rzędu zachodzimy tam. Bierzemy kawę i naleśniki, kawę i croissanta. Jaś uwielbia miejsce, bo podobnie jak w jego pokoju tak i tutaj całą ścianę zajmuje duża mapa. Zaczyna pytania jak w domu, tata a gdzie teraz jesteśmy? Jak leciał samolot? Uwielbia mapy. Cieszy mnie to, ja też od małego mapy kochałem. Rzut mocny kamieniem i mamy La Ramblę, rzut pod innym kątem i morze i Barcelonetę. Tuż po wyjściu z klatki Parc de la Ciutadella. Idealnie. Jedynie z wypożyczonym autem mamy problem, bo parkingi tu drogie. Jedyny bezmyślny sposób w jaki wydajemy pieniądze. Inne sposoby są ok., płacimy z gracją i uśmiechem, bo warto, zawsze jest warto gdy to co otrzymujesz w zamian powoduje radość. My radość zbieramy i pielęgnujemy w sobie.

Ag i Jaś

Tak sobie płynę po tej Barcelonie, może to przez Gaudiego i tę fantazję artystów jego pokroju, którzy opanowali to miasto? Gaudiego, którego do tej pory z uporem maniaka tu omijaliśmy. Płynąłbym dalej, ale to jest miejsce na ważne pytanie. Jak się podróżuje w czwórkę? Podróżuje się dobrze, lepiej niż myśleliśmy. Półroczna Misia podobnie jak Jaś gdy był w jej wieku, jest doskonałym kompanem podróży. Chłonie widoki. Większość czasu milczy. Jaś zaś, jak na trzyipółlatka przystało biega, zadaje pytania, jest nadaktywny, ale i wytrzymały. Robi z nami po dziesięć kilometrów pieszo dziennie i nie narzeka. Nie wiem czy to jest normalne. My się cieszymy, bo okazuje się, że podróż w czwórkę jest możliwa. W sensie możliwa względnie bez bólu. Z bolączek to te kolacje, o których wspomniałem, czasami upór syna. Ale to są drobiazgi, które nie mają wpływu na całościowy pogląd. Oczywiście podróżuje się odrobinę inaczej, jednak jak tak sobie patrzę po tych pierwszych dniach to nie widzę znaczącego ubytku versus podróż tutaj we dwójkę.

Jesteśmy więc i będziemy tu do wtorku włącznie. Siedem dni. Wystarczający okres by Barcelonę i najbliższą okolicę poznać. W sobotę chyba pojedziemy dalej, bo wszędzie gdzie pasuje określenie bliżej będzie padać. Jutro pewnie Gaudi. Trzeba popatrzeć i wyrobić sobie zdanie ile w tym kiczu, a ile wartościowej sztuki. Do zobaczenia na blogu, pozdrawiamy!

BarcelonaBarcelonaAgJaśAg,Ag, Jaś, MisiaIMG_8094BarcelonaBarcelonaBarcelonaJaśBarcelonaBarcelonaBarcelona

  • BarcelonaJaśJaśAgBarcelonaJaBarcelonaBarcelonaBarcelonaJaśJaś i AgAgJaśAg i MisiaAgJaś