Trastevere

Ten spacer zaczynam w miejscu przesiadek, tam gdzie wysiadasz by rozpocząć swą podróż w dawny świat, lub ją kończysz by wrócić do teraźniejszości, do świata samochodów, spalin, banków i pieniędzy. Nie ma tam wrót, nie ma żadnej granicy, jeżeli jest to tylko umowna, taka, którą sam sobie stworzyłem, by znaleźć jakiś porządek, koniec i początek. Traf chciał, że tuż przy nim znajduje się nasze mieszkanie. Traf chciał, że wraz z Agatą zamieszkaliśmy przy kościele św. Agaty. Choć czy to ślepy traf? Czy może nasze świadome działanie?

Siedzę na krawężniku tuż przy wspomnianym kościele. Obok jest placyk, który nie posiada nazwy, jest na tyle mały i mało szczególny, że nikt nie wpadł na to, by nadać mu nazwę. Za plecami mam kościół, po prawej zostawiłem swoje serce, wśród uliczek Zatybrza, gdzie pewnie znowu się udam, po lewej, za mną, stoi pomnik Giuseppe Belliego, rzymskiego poety, który pisał gwarą tutejszego ludu. Belli pasuje tu idealnie, w Trastevere, gdzie świat się zatrzymał, gdzie stoi przed nami otworem prawdziwy Rzym sprzed 100 lat, poeta, który żył obok ludu i dla niego pisał odnajduje się świetnie. W Trastevere –  gdzie ulice mają swój zapach: mieszanki kawy, wina, ciepłych potraw, jak i zapach po poprzedniej nocy, mniej przyjemny lecz jakże ludzki – tam stoi Belli i dzień w dzień obserwuje pobliski przystanek, skąd tłumy udają się w wąskie ulice Zatybrza lub do centrum.  Później patrzy jak wracają zmęczeni nocą, słaniający się na nogach, widzi tłumy uśmiechnięte, widzi zmęczone, obserwuje zakochane pary wtulone na schodku u jego nóg, patrzy na ludzi zniszczonych przez życie, uśmiecha się gdy widzi ludzką radość. Obrał sobie dobre miejsce do obserwacji. Podobnie jak ja, który siadłem mając go po lewej, za swoimi plecami. Siedzę i palę papierosa, czekam na Ag, by rozpocząć kolejny spacer po Trastevere, dzielnicy, która wkradła się w moje serce, rozsiadła się tam wygodnie i co chwilę o sobie przypomina. Na każde to wspomnienie tkliwie się uśmiecham.

Koło mnie turyści, patrzą w mapę i planują dzień. Czy wybrać Piazza di S.Maria in Trastevere czy może pomnik Garibaldiego na pięknym wzgórzu Janikulum? A może po prostu usiąść na kawę i rzucić to całe zwiedzanie w kąt? To ich patrzenie w mapę, eksploracja miejsc zmusza i mnie do zastanowienia się co dziś będziemy robić. Całe szczęście miasto już znamy, nie ma potrzeby odhaczania z listy kolejnych punktów, które warto zobaczyć. Ja już wiem, że to co jest warte uwagi znajduje się po mojej prawej stronie. To tam rozciąga się via Della Lungaretta, którą płynie tłum będący mieszanką turystów i tutejszych, wchodzący w serce Zatybrza. Później ten tłum rozlewa się na niezwykle malowniczą zatokę Piazza di S.Maria in Trastevere, gdzie znajduje się jeden z najstarszych kościołów Rzymu, gdzie możesz wypić p o d o b n o najlepszą kawę w Rzymie i gdzie za tą przyjemność przy stoliku zapłacisz 2,5€, choć kilkanaście metrów dalej możesz skosztować wcale nie gorszą za 0,8€ – cóż urok przewodników i opisanych tam atrakcji, choć trzeba zwrócić honor, kawa naprawdę jest tam niezła. Dalej za placem św. Marii na Zatybrzu skręcimy w prawo w via Della Scalla, gdzie będą stały setki krzeseł i dziesiątki stolików, z jedną z lepszych w całych Trastevere kulinarnych propozycji. Będziemy więc szli przez ten tunel pastelowych ścian, obdrapanych elewacji, niedbale pokrytych kolorowym tynkiem, które budzą skojarzenie z obrazami impresjonistów. Kolory mieszają się ze sobą dając przechodniowi najlepsze z możliwych obrazów, do tego oblane zachodnim słońcem, które zmiękcza całość. Pewnie gdzieś przysiądziemy, zamówimy karafkę wody, owoce morza, butelkę białego wina. Będziemy obserwować ulicę, tłum anonimowych przechodniów, będziemy patrzeć na rozmowy lokalnych mieszkańców, na ich gestykulacje, głośne zachwyty i najserdeczniejszy ze śmiechów, ten włoski, lokalny, rzymski. Pewnie w rozmowie będzie uczestniczył jakiś Angelo czy Pierluigi, jeden drugiego będzie poklepywał po plecach, jeden z nich będzie miał wąs i kapelusz, i nigdzie nie będzie mu się spieszyło, drugi zaś zostanie złapany w biegu, bo gdzieś pędzi, aby przed zmrokiem załatwić swoje sprawy, aby znów nie zostały odłożone na jutro. W tym czasie pewnie na nasz stół wjedzie bruschetta, choćby ze szparagami i mozarellą, popijemy ją Frascatti lub Falanghiną. Będziemy rozmawiać o czymś, może znowu wrócimy do Allena i do lokacji Zakochanych w Rzymie, a może zawrócimy czasem i cofniemy się do czasów kręcenia filmów przez Felliniego, który jak nikt inny potrafił pokazać urok tego miasta. W międzyczasie, nawet nie zauważymy kiedy na stół wjedzie spaghetti alle vongole dla Agaty, a dla mnie pewnie jakieś ravioli. Rozpoczniemy ucztę, a rozmowy skupią się na jedzeniu. Nie zauważymy kiedy słońce zajdzie, a to co nam o tym przypomni to pewnie będzie tiramisu, posypane czekoladą, wtedy zrozumiemy, że kolacja dobiega końca. Spojrzymy na butelkę wina, pewnie pustą, lub prawie pustą, zapłacimy za rachunek i udamy się dalej w podróż uliczkami Trastevere, usiądziemy gdzieś na schodach i przytuleni zapomnimy o tym, że istnieje zwykły świat, z jego pośpiechem i życiem, stresem i lękiem. Będziemy tylko my i magia Trastevere..

Trastevere (pol. Zatybrze) – najstarsza dzielnica Rzymu, położona na lewym brzegu Tybru. W czasach starożytnych zamieszkiwana przez najuboższych. Zniszczona za czasów Nerona. Dzisiaj popularna turystyczna destynacja. Nocą zarówno Rzymianie jak i turyści licznie przybywają tu na kolację, gdyż Trastevere uchodzi za jedną z najlepszych kulinarnych dzielnic miasta. W Trastevere brukowane uliczki mieszają wiją się wśród porośniętych bluszczem kamienic. W dzień spotkasz tu wiele osób przy filiżance espresso, nocą zaś tłumy artystów, Rzymian i turystów bawiących się w lokalnych restauracjach, barach czy też klubach.

TrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevereTrastevere