Ciągle ciemniej za oknem niż jaśniej, patrzę w tę ciemność i zastanawiam się nad tym jak ten rok się potoczy. Rozpoczął się niespodziewanie wyprawą do Austrii. Do państwa, którego nie planowałem odwiedzać, a już na pewno nie pomyślałbym, że zrobię to zimą. Życie jest pełne niespodzianek. Zaraz ciemność rozświetli jasny tej nocy księżyc i pojawi się uśmiech na mojej twarzy. To jestem w stanie przewidzieć, wielu innych wydarzeń już nie. Tak więc płyniemy tym statkiem. Na stole przede mną leży ostatnia nieprzeczytana przeze mnie książka Terzaniego. Drogi Tiziano pamiętam jak pisałeś, że to co najlepsze zawsze przychodziło niespodziewanie. Nie były to planowane wydarzenia, a raczej splot pewnych okoliczności. Tak było też i z tą Austrią.

Choć nazwanie tego tym najlepszym wydarzeniem mija się z prawdą. Pewnie nie będzie nawet w dziesiątce tych najciekawszych wyjazdów życia, a jednak siedzę dzisiaj wieczorem w swoim warszawskim mieszkaniu, nalewam do szklanki Jacka Danielsa, po czym przenoszę się z powrotem w austriackie Alpy.  A więc śnieg, od którego słońce odbija się, śnieg który cię oślepia, odwracasz od niego wzrok i kierujesz go ku niebu. Ten błękit nieba przerywany co kilkanaście metrów szczytami, powietrze tak lekkie i rześkie, czujesz się na miejscu. Usiadłem na leżaku, na balkonie i zacząłem myśleć o tych wszystkich artystach zeszłego wieku, którzy jeździli w Alpy leczyć się świeżym, górskim powietrzem. Faktycznie jest ono inne, zresztą wszędzie poza miastem jest inne, lecz gdyby zacząć rozróżniać powietrze białowieskie, mazurskie, filipińskie czy alpejskie jest jakaś szansa, że dałbym radę.

Siedziałem w tym kurorcie, gdzie doba kosztuje tyle co miesięczna pensja kilku znajomych, którym się w życiu nie powiodło i dalej kontemplowałem. To w ogóle dziwna sprawa, począwszy od drogi, która prowadzi do hotelu, gdzie wita nas sporej wielkości krzyż, w miejscu jakby naturalnie dedykowanym na banner z nazwą ośrodka do którego się zbliżamy. Zdziwiłem się, bo ani nigdy mi się Austria z kościołem nie kojarzyła, ani nie spotkałem się z tego rodzaju wjazdem do hotelu. Pewnie krzyż jest zabytkiem, pozostałością dawnych czasów kiedy to szedł tędy szlak ku włoskim miejscowościom, pewnie tak, lecz to tylko domysł. Dalej już, tuż przy wejściu na wodną część Aqua Dome wyrasta z lodu drewniana rzeźba. Mityczne stworzenie przypominające rzeczną rusałkę, jakby żywcem przeniesione z dawnych ludowych wierzeń. I nagle w tej laickiej Austrii, w miejscu gdzie królują góry pojawia się pewien mistycyzm. Mistycyzm, o który luksusowy hotel nie podejrzewałbym. Jest jeszcze zielony mamut, wyglądający na tyle tandetnie, że nie wiem co mam myśleć. Czyżby to zbiór wszystkiego przez co kraina przeszła? Ów mamut wygląda na współczesną robotę, dwa pozostałe, wspominane tu artefakty na prace przeszłe, sprzed iluśtamdziesięciu lat.

Jaka jest ta Austria, z czym by ją przyrównać? Nigdy mnie tu nie ciągnęło, a jest to już trzecia wizyta w tym państwie. Był Graz, był Wiedeń, teraz Tyrol, każde z tych miejsc jest zupełnie inne i dziwi mnie to, bo niewielki to kraj. Nie umiem opisać emocji jakie towarzyszyły tym wyjazdom, choć one były. Pamiętam wzgórze w Grazu, kiedy to razem z Ag czuliśmy miłość i jak miłość z zapachem bzów współgra. Był Wiedeń, który porażał mnie samotnością w mieście sterylnym, mieście gdzie sztuka wywędrowała na budynki, a zarazem mieście tak obcym, gdzie zwiedziłem kilka nocnych klubów, gdzie większość była przaśnych, a jeden był wyjątkowo ładny, gdzie przed wejściem stały Lamborghini. I teraz ten Tyrol, małe miasteczka przylepione do gór lub tkwiące u ich podnóża. Tyrol, gdzie na stoku czułem czyste powietrze, które chciałem wdychać i wypuszczać by łapać kolejną jego dawkę. Jest coś w tym państwie, że dobrze się tu czujesz, potem masz zetknięcie ze specyficznym społeczeństwem, bo ludzie to ważny aspekt, o którym nie wspomniałem jeszcze. Jest to naród specyficzny, z jednej strony zamknięty w sobie, z drugiej pod wpływem alkoholu wychodzą z nich dziwne, odpychające cechy. Tak ich poznałem i na stoku, i w miejskich klubach. Prostota zawoalowana w zaawansowany gospodarczo kraj. Takie jest też ich wino, które porównując z włoskim, z którym dzielą góry czy niemieckim wypada blado, pomimo, że szczepy brzmią tak samo.

Miasta, miasteczka i natura, wchodzisz w to i czujesz się dobrze. Austrio jaka jesteś? Czy kiedyś poznam Cię na tyle aby móc napisać coś z całą pewnością?

Solden

IMG_0172
IMG_0487IMG_0533IMG_0527
IMG_0651IMG_0674-2