Góra Kalwaria

Z nieba leje się żar, wielkie fale ciepła, ciało robi się lepkie już w kilka minut od wyjścia z auta. Jeden z tych gorących dni, kojarzących się bardziej z klimatem Andaluzji niż Polski. Czy 500 lat temu tak samo czuli się mieszkańcy Mazowsza? Czy środek lata był równie ciepły? Zapalam papierosa i snuję takie rozważania. Znalazłem cień, rzucany przez obdrapaną ścianę kamienicy w Górze Kalwarii, jedną z wielu obdrapanych ścian w tym mieście. Wzrok swój kieruję jednak w innym kierunku, a dokładniej w kierunku rzucanym przez słoneczne promienie, a tam brama wjazdowa, a na niej napis: Dom Opieki Społecznej. Instytucja wzięła w swoje władanie dawny klasztor Pijarów wraz z pobliskimi koszarami artyleryjskimi. Wchodzę z synem na teren ośrodka, zaczepia mnie ochroniarz i mówi, że jest zakaz fotografowania, patrzę na niego i milczę, on patrzy na mnie – ok., tylko niech Pan nie da się złapać kamerze. Podziękowałem.

W środku jest kompleks, który wyłania się zza drzew, choć najpierw wyłania się figurka Maryi, na tle fontanny, fontanna zaś jest na tle kaplicy. Wszystko to tworzy wielowymiarowy obraz, przykrywany po bokach przez zieleń gałęzi. Spokój jest. Rezydenci siedzą na ławkach i milczą, ewentualnie rozmawiają między sobą w małych grupkach. Nagle jeden z nich zrywa się i zaczyna krzyczeć. Jego głos przełamuje ten rajski obraz, obraz błogiego spokoju, zostawia głęboką rysę na tym sielankowym obrazie, wyrwę, którą trudno zasklepić i wrócić do wcześniejszego porządku. Inni chorzy nie zwracają na niego uwagi. Jestem jedyną osobą, która śledzi jego wybuch, pozostali patrzą, patrzą przed siebie, na fontannę, drzewa, kaplicę.

Co jest z tą Górą Kalwarią? Zapowiadała się kiedyś tak pięknie! Plany były wielkie, miała to być „Nowa Jerozolima”, dla tych których nie stać na pielgrzymkę do właściwej, miała być jej odpowiednikiem, miała być celem wszelkich chrześcijańskich szlaków. Plany były nadzwyczaj ambitne, ale czy dziś ktoś pielgrzymuje do Góry Kalwarii?

Plan powstał w drugiej połowie XVII wieku, gdy ówczesna wieś Góra stała się własnością biskupa poznańskiego Stefana Wierzbowskiego. Pozmieniał on wiele, moment był dobry, miejscowość została zniszczona w trakcie potopu szwedzkiego. Zaczął on od wyznaczenia systemu dróg kalwaryjskich, przystosowanych do odprawiania nabożeństw pasyjnych. Samo centrum zostało oparte na planie w formie łacińskiego krzyża. Zostają osadzone tu zakony dominikanów, dominikanek, franciszkanów obserwantów, bernardynów, pijarów i Marianów, a samo miasto zostaje w całości przeznaczone dla katolików (zabroniono osiedlać się w nim Żydom). Po śmierci Wierzbowskiego następuje stopniowy upadek. Kościoły z czasem zostają rozebrane, a miasto (o paradoksie!) staje się jednym z centrów chasydzkich.

Wszystko to dziś już nie istnieje, bo później nastała Druga Wojna Światowa i Żydzi w większości zniknęli z miasta. Część kościołów i zabudowań z czasów świetności gdzieś majaczy na tle ogólnej rozpaczy. Synagogi marnieją, miasto zostaje samo sobie. Gdzieś przebijają się zabytki, choć nie mają tej siły i impetu, którą miały ponad 300 lat temu. Miasto dziś puste, miasto samotne, które w pamięci chowa dawne wielkie plany i część tych planów możemy do dzisiaj oglądać, oczywiście jeśli zdecydujemy się na chwilę w nim zatrzymać (większość osób jednak bezrefleksyjnie przejeżdża i nie ma czemu się dziwić).

Wracam więc do początku. Stoję pod obdrapaną ścianą kamienicy, którą w tej chwili obdarzam wielkim uczuciem, dzięki niej mam przecież cień. Patrzę na Dom Opieki Społecznej, który ma to szczęście, że dostał jeden ze Skarbów miasta pod swoją opiekę. Na przeciwko jest cukiernia, która chwali się tradycją ponad 50 lat. Wstępuję tam na lody, ich smak jak miasto, przebrzmiały.

Góra KalwariaGóra KalwariaGóra KalwariaGóra KalwariaGóra KalwariaGóra KalwariaGóra Kalwaria