Znaleźliśmy się w Nałęczowie, ponieważ nie mogło być inaczej. Ten dzień musiał upłynąć w podróży. Były co najmniej dwa mocne powody, że tak stać się musiało. Po pierwsze, w Warszawie miała być brzydka pogoda i taką od rana była. Gdy rano wyjrzałem przez okno, deszcz powoli zajmował chodnik, nie zapowiadało to nic dobrego. Po drugie, tak wygląda nasze życie, weekendy spędzamy w podróży, szczególnie ten, który nie był tylko zwyczajnym weekendem lecz czymś więcej, musiał tak upłynąć.

Siedem lat wcześniej powiedzieliśmy sobie tak. Mieliśmy po 23,24 lata.

Dziewięć lat temu czytałem Ci Ag wiersze Salamuna spacerując nocą po warszawskim Służewiu. Ty patrzyłaś na mnie jak na szaleńca. Ja szalony wtedy byłem. I tak się poznaliśmy.

Dzisiaj siedzimy w nałęczowskim parku i patrzymy na siebie i na nasze dzieci. Jesteśmy coraz starsi lecz nadal szczęśliwi. To się nie kończy, to jest cały czas w nas i ma się dobrze. Nie ma sensu Ag abyś czytała publicznie to co wiesz prywatnie.

Siedzimy więc w parku, jakieś lekkie spięcie, Ty masz ochotę na kawę i chwilę oddechu przy stoliku, ja chcę pospacerować, porobić Wam zdjęcia i usiąść później. Ostatecznie patrzę jak czekasz na mnie pod pijalnią czekolady Wedla, ja robię ostatnie ujęcia i idę negocjować z Tobą czas na odpoczynek. Zaczynamy rozmowę. Mija kilka zdań. W końcu zadaję pytanie: a gdzie jest Jaś? Przez te emocje zupełnie o nim zapomnieliśmy. Zniknął. Nie było go nigdzie, okrążyłem staw, Ty poszłaś ścieżką do placu zabaw, przy którym byliśmy. Minęło pięć minut, dziesięć. Zacząłem się zastanawiać gdzie sam bym poszedł. Do auta, ale to jest daleko, czy taki malec dałby radę odnaleźć drogę? Teraz już wiem, że tak. Spotkałem go w połowie drogi. Jechał na rowerze, a obok niego były dwie kobiety, znalazły go przy parkingu, gdzie siedział na poboczu, na swoim przewróconym rowerze i zbierał się do płaczu. Na szczęście zdołał powiedzieć, gdzie się zgubił i tam panie go prowadziły. W połowie drogi spotkały się z mną.

Siedliśmy na kawę od razu. Wtuleni w syna i siebie, w syna, córkę i siebie. Ag, minęło siedem, a nawet dziewięć lat, a to nadal tak żarzy.

Później Łubinowe Wzgórze, najpierw na zewnątrz, gdzie Jaś odkrył domek na drzewie i trampolinę. A później kolacja. Od dziewięciu lat tak to wygląda. Smakowanie życia, spacer niekończącą się ścieżką podróży. Odkrywanie świata i siebie, ciągle na nowo. I oby tak dalej, po kres naszych dni.

IMG_0703-2IMG_0731IMG_0736IMG_0726IMG_0781IMG_0786IMG_0806IMG_0834IMG_0766IMG_0859IMG_0842IMG_0880IMG_0847DSCF5179DSCF5183DSCF5189DSCF5191