Nikt normalny nie ciągnie dzieci w dwuipółtysięczną podróż autem do Tropei. Szczególnie gdy jedno dziecko nie ma jeszcze roku, a drugie ma trzy i pół. No właśnie, bo czy ma sens brać dzieci w taką podróż? Na dodatek gdy celem jest Tropea? W ogóle co to są za pytania moi drodzy? Podróż ma zawsze sens, a docelowe miejsce w tym wypadku było przemyślane. Zawsze jest.

Włochy znamy dość dobrze. Praktycznie co roku spędzamy tu co najmniej tydzień. Nigdy jednak nie zjeżdżaliśmy niżej niż Neapol. Nie zjeżdżaliśmy choć ciągnęło nas, ciekawość rosła. Im więcej poznasz, tym więcej poznać chcesz. Chcieliśmy złamać linię Neapolu i zobaczyć jak wygląda to romantyczne południe. Bo jest jakaś taka wizja, że tam biednie, ale z drugiej strony bardziej prawdziwie. Może nie tak pięknie wprost, ale za to pięknie poprzez brud i starość. Czytaliśmy więc książki o południu, gdzieś przemknęło nam to południe w filmach i w końcu stwierdziliśmy – dobra, urlopu może nie jest dużo ale spróbujmy tam zjechać. Włochy to nasz kraj, czas go poznać jeszcze lepiej. Dzieci nie miały wyjścia, jechały z nami. I napiszę to z pełną odpowiedzialnością. Bawiły się świetnie. My również.

IMG_4857

Tropea i Kalabria

A więc Tropea. Niby niewielkie miasto, niespełna 6 tysięcy mieszkańców. Z drugiej strony nazywane przez niektóre portale w PL najpiękniejszym kurortem Kalabrii. Ciężko mi stwierdzić czy to najpiękniejsze miejsce w tym regionie, równie ciężko nazywać mi to kurortem.  Kurort to dla mnie Amalfi czy Cinque Terre, a Tropea to po prostu bardzo ładne miasto na wybrzeżu. Nie jest tak oblegane jak te, które wymieniłem, co jest jego plusem.

Z daleka wygląda jakby to wszystko ledwie się trzymało. Położone jest na klifie, zbite na nim, tak, że ściany budynków kontynuują skałę klifu. Momentami wygląda to tak jakby brzeg pęczniał niczym drożdżowe ciasto, jakby chciał się wydostać z ciasnej formy, w którą został włożony. Na nic to. Trwa. Tropea miasto stare. Miasto autentyczne, pozbawione niepotrzebnej pretensjonalności. Taką notatkę stworzyłem na miejscu, tak tam czułem to miasto. Ale wszystko po kolei..

Nim weszliśmy w miasto to musieliśmy do niego dojechać. Za Neapolem zmienia się wszystko. Krajobraz staje się bardziej skalisty, teren mniej żyzny. Po dwóch, trzech godzinach dojechaliśmy do Kalabrii w okolicach Tropei. Pustka. Zarośnięte pola. Sucha, przerośnięta trawa opiera się o drogę. Gdzieniegdzie straszą opuszczone budynki. Jedziesz przez ten teren autem, czujesz dziurawą, spękaną nawierzchnię asfaltu. Stukot kół o asfalt, drgania kierownicy pod dłonią. To są inne Włochy, zupełnie inne niż te, które poznaliśmy do tej pory. To nie jest idealny świat, to Włochy pełne skaz.

Przedmieścia to kontynuacja tego co chwilę wcześniej. Biedne domy, opuszczone budynki, chwasty. Ten krajobraz powoli zaczął przechodzić w gęstszą zabudowę. Wjeżdżaliśmy do miasta, z początku niezbyt ciekawego. To co najbardziej interesujące zaczyna się później, spacerując w stronę morza wyłania się przepiękne wybrzeże z krystalicznie czystą wodą, ze skałkami w okolicach brzegu. Nad wszystkim góruje usytuowana na szczycie starówka, która jest prawdziwą ozdobą miasta.

IMG_4424

Miasto od środka

Można poświęcić kilka słów morzu, plaży i w ogóle wybrzeżu. Z każdego zakątka miasta na plażę jest blisko. Linia brzegowa jest długa i wystarczająco szeroka. Ciepła, przeźroczysta woda przyciąga, zaprasza do siebie. Zanurzasz się, zakładasz okulary i wędrujesz wzrokiem między rafy, śledząc ścieżki licznych, kolorowych ryb. Och tak, jakbym miał wrócić gdzieś do tej podróży po Włoszech po to aby poleżeć nad wodą, po to aby się w niej kąpać to byłaby to Tropea. Plaże są sprzyjające a woda cudowna.

A miasto? Podobno nie ma drugiego takiego w Kalabrii. My lubimy zjeść. Lubimy autentyczność  i atmosferę starych miast. Lubimy wyszukiwać to co poczuliśmy w podróży poślubnej do Kadyksu. Czuliśmy to w Tropei. Wąskie, stare uliczki zapraszały na spacery, liczne, wyrastające nieustannie knajpki zachęcały do zatrzymania się i skosztowania włoskiej, południowej kuchni. Jedno i drugie było tym czego na wakacjach szukamy.

Małe duże miejsce

Zapamiętam taką jedną starą pizzerię. Najstarszą w mieście, z najstarszym piecem do pizzy jaki kiedykolwiek widziałem. Zawsze tam było pełno ludzi, nigdy nie widziałem tam wolnego stolika. Wieczorami wąskie uliczki otaczające lokal były zastawione stolikami. Jak u Felliniego w Rzymie, gdy ten pokazywał Trastevere. Tak tu było. Małe stoliki, które zawsze były pełne, tak do ostatniego miejsca. Wokół stolików w szybkim tempie uwijali się kelnerzy.  Tak, chciało się tam zająć stolik, na który codziennie czekało się od 5 do 40 minut. Bo przyszliśmy tu pierwszego dnia i już zawsze wracaliśmy. Jedliśmy cudowne pizze za 3,4 euro. Nie było potrzeby zmieniać miejsca. Rozkoszowaliśmy się włoskim ucztowaniem. Czasami w trakcie kolacji nagle wyrastały poprzebierane pochody młodych ludzi, tańczyli na szczudłach poprzebierani, ubarwiając wszystko głośną mało harmonijną muzyką. Uderzali w bęben, skakali, tańczyli, a my obok piliśmy wino i pałaszowaliśmy jedzenie. Tak było. A wszystko w otoczeniu murów, z których sypał się tynk.

IMG_4494

Kończąc

Tropea, miejsce, które sobie zapisaliśmy, jako te, gdzie było nam naprawdę dobrze. Małe miasto z dużą duszą. Do tego usytuowane tak, że mogliśmy wybrać się na jeden dzień na morze i zobaczyć Stromboli i inne Wyspy Liparyjskie, ale to już na inną opowieść.

Wracając zaś do punktu wyjścia. Przejechaliśmy prawie trzy tysiące kilometrów właśnie po to aby razem z dziećmi spędzić tu kilka dni i potem zawrócić, i dalej po drodze widzieć inne piękne miejsca. To jest esencja podróży dla nas, esencja konsumpcji zarobionego pieniądza. To czerpanie życia za życia. I to po to tutaj to piszę, aby gdzieś ten ślad podróży pozostał, aby kogoś zarazić tym samym. My to kochamy, nasze dzieci też. Zachęcamy również Was. Warto.

IMG_4432IMG_4441IMG_4449IMG_4456IMG_4541IMG_4531-4IMG_4736-2IMG_4690IMG_4759IMG_4703IMG_4485IMG_4499IMG_4505IMG_4509IMG_4799IMG_4765IMG_4809IMG_4718IMG_4656IMG_4566IMG_4426IMG_4572IMG_4598IMG_4835IMG_4849