Kilka słów o Wiśle

Wisła – temat, który w 2013 roku w Warszawie był jednym z tych najmodniejszych. Wiele się o nim pisało i mówiło, a gdy nadchodził weekend wielu Warszawiaków przenosiło się nad jej brzegi by spożytkować wolny czas. Przyznam szczerze, że strasznie się cieszę, że w końcu to nastąpiło, że Wisła i Warszawa, że rzeka i mieszkańcy w końcu się zaprzyjaźnili. Przecież nieufność jednych do drugich trwała tak długo. Jeszcze 5 lat temu nad Wisłą można było spotkać głównie wędkarzy, ewentualnie nocą pojawiały się nieśmiało ogniska i grupy młodych osób bawiących się nad wodą. Dzisiaj letni krajobraz rzeki uległ pozytywnej zmianie i możemy pisać o rzeszy ludzi spędzających wolny czas nad Wisłą w różnoraki sposób.

Pamiętam ciągłe narzekania w gazetach: że nieuregulowana, że zaniedbana, że bez atrakcji, że tylko z budkami z piwem. Dzisiaj Wisła zaczyna być chlubą miasta. A to, że jest w dużym stopniu nieuregulowana staje się jej dużą atrakcją. Przejedźmy się szybko przez Europę. Mam wiele wspomnień z nad rzek z całego świata: z Budapesztu, Pragi, Bratysławy, Berlina, Rzymu, Sevilli, Londynu, Wiednia, Florencji, Walencji (choć tam już rzeki nie ma tylko ślad po niej), Szanghaju, Paryża i wielu wielu innych miejsce na świecie. Przyznam się szczerze, że mniej więcej od 2 lat zaczynam coraz bardziej cenić warszawski fragment Wisły. To tu zaczyna się dziać najciekawiej, to tu jest najbardziej dziko, a zarazem naturalnie, to tu plaża jest plażą bardziej naturalną niż gdziekolwiek indziej.

W wielu miejscach na świecie w najbliższym otoczeniu rzeki biegnie wielopasmowa droga, dalej jest fragment betonowego wału, później stoliki nad rzeką, a na wodzie łodzie. U nas lewy brzeg przypomina ten zagospodarowany fragment, analogiczny do świata zachodniego. Nie bez kozery jest brzegiem zachodnim. Całe szczęście mamy dodatkowo prawy brzeg. A tutaj panują drzewa, naturalne wały z ziemi i piasek. W ten dziki krajobraz powtykały się różne miejsca, od klubów po restauracje. Wszystko to tworzy niezapomnianą kompozycję, która (mam wrażenie) już niedługo może stać się turystyczną wizytówką Warszawy.

Oczywiście nie jest tak, że jest tak super i wspaniale, że niczego nie można ulepszyć. Sam osobiście byłbym za tym, aby rozpropagować (w sumie to rozpocząć, bo teraz to jest mikroskala) rejsy i spływy po Wiśle. Brakuję mi nadal miejsc skąd można wypożyczyć kajaki i rowery wodne. Brakuję mi rejsów łódkami. To powoli się zaczyna dziać, ale marzy mi się, żeby było podobnie jak w wielu innych europejskich miastach, gdzie spacerując brzegiem rzeki widać wiele różnej wielkości obiektów przemieszczających się po rzece.

Wisła w styczniu

Ok., ale dlaczego piszę o tym w styczniu? Termin przecież zupełnie bez sensu. Ano moi drodzy, bo Wisła płynie cały rok, tak jak i cały rok możną ją odwiedzać. My tak zrobiliśmy teraz, w styczniu, w dzień wolny, szóstego. I był to strzał w dziesiątkę!

6 stycznia, temperatura na plusie, niebo pokryte nielicznymi chmurami, przez które co chwilę przebijają się promienie słoneczne. Delikatny, chłodny wiatr znad Wisły odczuwamy na policzkach. Razem z Jasiem przebijamy się przez plażę pokrytą piaskiem. Wszędzie cisza, pomimo, że to centrum miasta. Nieliczne osoby spacerują, w parach lub z psem. Jakiś pan stoi na betonowej pozostałości po dawnych czasach i patrzy w stronę centrum miasta. Zamarł w swojej pozycji i rozmyśla. Obserwuję go od kilku minut, a on nie zmienia swojej pozycji. Tutaj wszystko zwalnia, jak niewiele trzeba przebyć aby poczuć się jak za miastem.. Odwracam wzrok od Wisły, patrzę w kierunku ZOO, zapalam papierosa i obserwuję odmienne, zdrowe podejście do życia. Samotne postacie biegające wzdłuż Wisły. Co chwilę mija mnie kolejna biegnąca osoba. Patrzę na Jasia, a ten odnalazł się tu bardzo szybko. Bierzę do ręki gałązki i patyki, rysuje w piasku, po czym wrzuca je do Wisły. Biega po plaży. Mam wrażenie, że powietrze jest tu lepsze niż 500 metrów dalej. Może to tylko wrażenie, ale oddycha się jakby lepiej.

Powoli słońce zaczyna skrywać się za budynkami z centrum Warszawy. Przez głowę przemyka mi, że ostatni raz byłem tu kilka miesięcy wcześniej i witałem wtedy wstające słońce. Koło się dopełnia. Obserwuję zajście słońca do końca, napawając się kolorami zachodu. Jaś dalej kontynuuje swoją zabawę z patykami. W końcu trzeba iść i wcale nie jest to takie łatwe. Syn uwielbia wycieczki nad Wisłą. Jak się okazuje niezależnie od pory roku..

Podsumowując. Wisła zimą zamiera, uspokaja się. Jej brzegi stają się idealnym miejscem aby ponapawać się spokojem i ciszą. Masz wolną chwilę? Spróbuj się przejść. Myślę, że to idealne miejsce na godzinny spacer o tej porze roku.

Na koniec dodam, że jest to pierwsza relacja znad Wisły w tym roku, ale nie ostatnia. W cyklu Mazowsze Bez Zadęcia będziemy częstym gościem u jej brzegów na różnych odcinkach. Postaramy się opisać ją z perspektywy plaży miejskiej, dzikiej, wysp a także z kajaku lub łodzi.

JaśWisłaWisłaNad WisłąJaświsłaWisła