Sylwester z dzieckiem tylko w domu? Skądże! 

Witanie sylwestra we czworo, z trzyletnim synem i czteromiesięczną córką, inaczej niż w domu nadal nie jest czymś typowym. Popatrzyłem na kilkoro naszych znajomych z dziećmi w wieku 0-3 lata – praktycznie wszyscy ten dzień spędzili w domu. Nie jest to nic złego. Dało mi to po prostu do myślenia. Czy jesteśmy skazani na tego typu spędzenie tego dnia? W ogóle człowiek posiadający małe dziecko został społecznie zakwalifikowany do innej kategorii: przymusowy domator. My zawsze łamaliśmy ten stereotyp.

Przy pierwszym dziecku, pierwszy sylwester spędziliśmy na imprezie u znajomych, domówce, Jaś miał dwa i pół miesiąca. Pamiętam jak o północy jechaliśmy autem w kierunku domu. Specjalnie tak ustawiliśmy transport, aby fajerwerki nie przestraszyły go w mieszkaniu. W aucie śpi lepiej i pewniej. Obraz powrotu na długo zapamiętamy, to była niesamowita, efektowna droga. Jadąc przez Warszawę o północy niebo świeci wieloma kolorami, wybucha co chwile na nowo nową feerią barw, niesamowita plastyka. Ciężko skupić się na drodze. Czułem się jak w jakimś filmie, Ag obok patrzyła zafascynowana tak samo jak ja. To było filmowe. Jaś drogę przespał bez problemu. My zaś kilka godzin spędziliśmy z przyjaciółmi.

Piszę o tym teraz, kiedy zdecydowaliśmy się wyjechać z dwójką małych dzieci do hotelu na Warmii. Zaplanowaliśmy, że wypoczynek będzie trwał pełny tydzień. Od poniedziałku do niedzieli. W tym roku można, jest kiedy wyjechać. A jak z samym sylwestrem? Jaś jest na tyle duży, że poszedł na bal dla dzieci. Hotel zapewnił na tę noc nawet nocleg poza pokojem dla naszego dziecka. My planowaliśmy iść na bal. Wyszło trochę inaczej, gdyż obsłudze hotelu nie udało się znaleźć opiekunki dla naszej córki (mogłem dać im znać chwilę wcześniej niż miesiąc przed sylwestrem), dlatego na balu tylko się pokazaliśmy. Przyszliśmy z dzieckiem ubrani w strój galowy, aby zjeść kolację. Zdążyliśmy się nawet zaprzyjaźnić z sąsiadami przy stoliku :) Po czym powolnym krokiem po jedenastej trafiliśmy do pokoju.

Nasz bal

Jest nowy rok, ostatnia godzina dnia. Dzieci śpią, a mnie naszła refleksja. Przypomniał mi się tekst Agnieszki Kublik o zmienianiu pieluszek w miejscach publicznych. Co do samej zmiany z autorką się zgadzam, szanujmy innych, ludzie wychodzą i płacą po ty by zjeść i spędzić miło czas, a nie po to by oglądać przy jedzeniu zmianę pieluchy. Nie zgadzam się z detalami tekstu, w którym autorka pokazała się jako przeciwniczka zabierania dziecka gdziekolwiek, gdzie osoba bez dziecka może się znaleźć. My zawsze łamaliśmy tę zasadę. Tym razem wzięliśmy dziecko na bal. Zrobiliśmy to z ogromnymi oporami. Szliśmy tam zestresowani, bojąc się tego jak sąsiedzi przy stoliku zareagują na fakt niemowlaka, ale naprawdę nie mieliśmy co z dzieckiem zrobić. Byliśmy zestresowani nie tylko odbiorem przez sąsiadów przy stoliku, ale także tym, że możemy wpłynąć niekorzystnie na ich zabawę. Po dyskusji doszliśmy jednak do wniosku, że pójdziemy zjeść na balu kolację, po czym stamtąd wyjdziemy. Tak zrobiliśmy. Przyjęcie przez gości przy stoliku było bardziej niż ciepłe. Misia spała lub się uśmiechała. Zdobyła fanów. Nikomu nie przeszkodziła w zabawie. Kilka godzin przed sylwestrem poprosiliśmy managera balu o ulokowanie nas tak aby wózek nikomu nie przeszkadzał. Mieliśmy, więc miejsce, które nikomu nie zawadzało. Zjedliśmy, porozmawialiśmy z innymi gośćmi, spędziliśmy miło kolację. Później przenieśliśmy się do hotelowej kawiarni, gdzie w trójkę kontynuowaliśmy zabawę. Przed północą odebrałem z balu Jasia, Ag udała się z Misią do pokoju, ja z Jasiem na zewnątrz, obserwować fajerwerki.

To był udany wieczór. Wieczór, w którym oderwaliśmy się od przebywania z dwójką dzieci w domu. Przy okazji nikomu zabawy nie zaburzyliśmy, a sami spędziliśmy czas w sposób jaki zamierzaliśmy. Da się? Oczywiście.

Jak wyglądał pełny okres sylwestrowy z dziećmi? (w skrócie)

Przyjechaliśmy w poniedziałek. Jechaliśmy przez Olsztyn, tam  restauracja Przystań. Był plan aby zjeść w tej restauracji, ale ta przygotowywała się już do dużego sylwestra. Było nieczynne. Obok jest Tiffi, więc wylądowaliśmy tam. Obiad z widokiem na jezioro. Śnieg, zamarznięty świat wokół. Chwila zatrzymania. Później już Lidzbark Warmiński i hotel Krasicki. Tam kilka przygód na inną historię.

We wtorek znowu przemierzyliśmy trasę do Olsztyna. Niespodziewane zakupy i przegląd Galerii Warmińskiej. Ok, wieloma rzeczami można się nie zachwycać, ale ten projekt jest naprawdę dobry. Nie trzeba tam jechać na zakupy. Można pojechać tylko popatrzeć jak wygląda z zewnątrz i wewnątrz. Warto.

Środa. Sylwester. Dzień na basenie. Leżenie. Nicnierobienie. Odpoczywanie wielkie. Jaś początkowo z nami. Później wśród zabaw z animatorkami dla dzieci (zresztą jak dzień wcześniej). Kochamy dzieci, ale chwile bez nich są również miłe :) Wieczorem opisany bal.

Czwartek. Nowy rok. Pierwsi na śniadaniu. Pierwsi przebudzeni. Jemy i jedziemy do Fromborka. To wspaniała sprawa jechać przed południem w nowy rok i nie widzieć aut. Pusta droga, na tyle pusta, że aż robiła się nudna. Aż usypiająca. Później ten dzień we Fromborku, mieście żywcem wyjętym z „Drwala” Witkowskiego (choć tam były Międzyzdroje, ale polskie turystyczne miasteczka poza sezonem są do siebie podobne). Dobrze wyglądał taki pusty i osamotniony Frombork. Ta cisza, pozabijane okiennice. To opuszczone zimą miasto wyglądało dobrze. Dobrze dla nas. Poza tym wiatr i chłód. Całe szczęście znaleźliśmy miłą, otwartą knajpę. Miejsce z mnóstwem ozdób świątecznych, wieloma mikołajami, bałwankami i niesamowitymi bombkami. Zjadłem flądrę. To był dobry wybór.

Jest czwartkowy wieczór. Wiem, że zamieniliśmy 120 metrów na 20 pokoju w hotelu. Nie żałuję. Dobrze spędzamy czas. Odpoczywamy psychicznie. W końcu mogę napisać notki na bloga.

Podsumowanie

My będziemy jeździć, będziemy chodzić do knajp – staramy się dobierać te przystosowane dla dzieci, (do Atelier Amaro dzieci nie zabraliśmy – tyle a propos kultury i komentarza Amerykanów w tekście Kublik), będziemy wychodzić na zewnątrz, nie damy się zamknąć w pomieszczeniu jakimkolwiek. Jesteśmy rodzicami, ale żyjemy, nadal oddychamy, myślimy, potrafimy się bawić. Drogi Czytelniku, wiedz jedno, szanujemy Cię i będąc gdziekolwiek z dzieckiem zawsze staramy się być wobec tych bez dzieci  w porządku. Prosimy Cię o to samo. Szczególnie, że jedzenie w restauracji dla nas to zwykły obiad, który spożywamy tam pewnie 340 na 365 dni w roku (nie ciągamy dzieci, po prostu spożywamy posiłek, tak jak się to robi na całym świecie, no może poza miejscowością, gdzie mieszkają znajomi ze Stanów Kublik).

A tak wyglądaliśmy w Sylwestra:

My