Z Austrią łączą mnie sprzeczności. Nie jest to mój ulubiony kraj, z drugiej strony bywam tu często. Sam z siebie. Po to by przenocować i zwiedzić. Co więcej, mam coraz więcej podziwu dla piękna tego kraju. Ale tak naprawdę, w głębi serca to Austria kojarzy mi się z wieśniactwem, nie w sensie pochodzenia lecz pewnego stylu bycia. Kojarzy mi się również z Hitlerem, Friztlem i tego typu zachowaniem. Mam w głowie kilka wspomnień, dobre i złe; także te bez oceny. Siedzą w głowie i nie chcą jej opuścić.

Pamiętam nocną pogoń za klubem w Wiedniu kilka lat temu. Pamiętam, że nic nie mogliśmy znaleźć. Gdzie nie wchodziliśmy to było albo pusto albo leciał austriacki folk-disco. Siedliśmy wtedy gdzieś, w jakimś klubie. Byliśmy my, z dziesięć innych osób i pięćdziesięcioletni facet na parkiecie. Przetańczył sam kilkanaście piosenek z rzędu, może to było kilkadziesiąt, nie liczyłem, miałem swój stolik i towarzystwo. On towarzystwa nie potrzebował, nie wiem czy mu za to płacili czy robił to sam z siebie, ale wyobraź sobie pusty parkiet, kilka osób przy barze i jeden stolik, nasz, zajęty wśród pustych innych dookoła parkietu. Scena z Lincha. Piliśmy alkohol, on tańczył. Kilka zabłąkanych dziewcząt sączyło drinki przy barze, po wypiciu uciekały stąd szukając szczęścia gdzie indziej. On w transie, nie zważał na nic, miał kapelusz i piórko w nim, miał pięćdziesiąt lat i energię dwudziestolatka. W końcu wyszliśmy i trafiliśmy do klubu, pod którym stało Lamborghini, a w środku były trzy sale taneczne i cała masa ludzi.

Z innej wyprawy. Pamiętam obsceniczne sceny Austriaków w klubie w Alpach, w Tyrolu Południowym. Obsceniczne pijanych mężczyzn wobec kobiet, zaczepiali je łapiąc za pupy, wkładając głowy pod spódnice i sukienki, ocierali się kroczem o kobiece ciała. Cały szereg ordynarnych zachowań. Cały szereg dziwnych wspomnień. Dziwnych, przaśnych zachowań, których mógłbym trochę jeszcze powymieniać.

Bywało też w Austrii romantycznie. Pamiętam wizytę w Grazu, która należała do jednych z badziej ulubionych w naszym z Ag związku. Siedzieliśmy na wzgórzu zegarowym z Ag, obserwowaliśmy stamtąd zachód słońca, patrząc na panoramę miasta, wdychając zapach bzów. Siedzieliśmy na murku i zapominaliśmy o świecie, pamiętaliśmy tylko o sobie i o chwili, która trwała.

IMG_2753

A jaki jest Salzburg?

Tym razem trafiliśmy do Salzburga. Trafiliśmy tu aby zrobić postój w drodze do Włoch. Przyjechaliśmy wieczorem po całym dniu spędzonym w Brnie. Wzięliśmy hotel na przedmieściach, w Wals. Pierwsze co poczuliśmy to nie góry lecz obornik. Tata, tutaj śmierdzi! Krzyczał Jaś. No śmierdzi. Widok za to niczego sobie. Poszliśmy zjeść kolację.

Nocą padało i rozświetlało się niebo od błyskawic. Rano spojrzałem na pogodę na iphonie, miało do trzynastej padać. Stwierdziliśmy jednak, że i tak zwiedzamy, że warto spróbować. Nie padało. Z chmur wyszło słońce.

Salzburg z trzech stron otoczony jest górami, z czwartej rzeką. Miasto to ma jedną niesamowitą rzecz – widok znad rzeki na centrum. Pocztówka, na którą patrzysz w trakcie całego spaceru na starówkę. Nie dziwię się superlatywom na temat Salzburga. Ładnie jest.

Dla nas Salzburg to plac zabaw na wzgórzu z widokiem na centrum, gdzie gubiliśmy się wśród lin, Jaś zaś biegał po każdej z atrakcji i skakał z radości. Wpatrywałem się tam w to miasto, w tę Austrię którą lubię i nie lubię, wiedziałem, że jestem w miejscu dalekim od przaśności, której gdzieś tam doświadczyłem. Nie wiem jak to określić, ale czuło się w tym mieście coś takiego, że okazywało się szacunek miejscu. Nie chodzi tu o Mozarta, którym się chwalą. Może bardziej o to połączenie eleganckich kamienic ze wspaniałością gór? Pewnie tak.

Place zabaw. Ja wracam jednak pamięcią do zabaw z dzieckiem, do drugiego z placów, w którym tam się znaleźliśmy. Byliśmy tam razem z nastoletnimi Amerykanami, na oko 15-18 lat, trzy dziewczyny, dwóch chłopaków. Wchodzili na te zabawki przeznaczone dla cztero,pięciolatków. Rozpychali się tyłkami zbyt otyłymi by weszły w małe siedzenia, ostatecznie klinując się w nich. Krzyczeli jak to Amerykanie, głośno i bez sensu. Ag karmiła Misię na ławce, Jaś obserwował z zainteresowaniem prawie dorosłych turystów zza oceanu. Też patrzyłem jak wchodzili na karuzele i się na nich kręcili, spadali z hukiem i krzykiem, a małe dzieci się im przyglądały. Salzburg latem, z tymi milionami turystów, z których część lądowała na placach zabaw.

IMG_2707IMG_2719IMG_2737IMG_2748IMG_2782IMG_2770IMG_2739IMG_2741IMG_2791-2IMG_2829-2IMG_2834IMG_2852IMG_2793IMG_2774IMG_2858IMG_2863IMG_2872IMG_2873