Kazde miejsce ma swoją historię. Sagunto, miasto wielu nazw, ma historię długą, od tysiąca lat dość zwykłą, bo to najtrudniejsze, najbardziej traumatyczne wydarzenie przeżyło w swojej młodości. Dziś wyglądałoby na jedno z tych miast, który pełno jest na świecie. Z jednej strony średniowieczna starówka, a z drugiej kominy fabryk, które ulokowały się niedaleko wybrzeża. Ponad przeciętność wybija je wzgórze, na którym dzisiaj ostały się ruiny dwóch arabskich fortec. To na tym wzgórzu ponad dwa tysiące lat temu miał miejsce dramat (gdy fortec jeszcze nie było), a zarazem heroizm mieszkańców. Cofinijmy się więc do tamtych czasów i odtwórzmy co się wydarzyło.

Tragiczna historia miasta

Jest III wiek przed Chrystusem, powiedzmy rok 220 p.n.e. Sagunto kwitnie, jest tym czym dzisiaj leżąca nieopodal Walencja. Miasto, leżące na wzgórzu wybijającym się ponad wybrzeże Morza Śródziemne prosperuje świetnie, utrzymuje handel z koloniami greckimi i rzymskimi, a także z Karataginą – kolejną tragiczną bohterką historii.

Basen Morza Śródziemnego w otoczeniu Sagunto zaczął być kreowany przez dwie potęgi – Rzym i Kartaginę. Początkowo obie nacje, we wspólnym sojuszu wywalczyły m.in. Sycylię z rąk greckich, później ów Sycylia stała się zarzewiem konfliktu, który spowodował wybuch Pierwszej Wojny Punickiej, w której Kartagina poniosła bolesną porażkę. Po stracie wysp (Sycylii, Korsyki, Sardynii) Kartagina skierowała swoją ekspansję w kierunku Hiszpanii. W 229 r. p.n.e. Kartagina, w chwili śmierci Hamilkara Barkasa, pomysłodawcy ekspansji, Kartagina prosperowała świetnie. W strefie jej wpływów była połowa Półwyspu Iberysjkiego, w tym niezwykle dochodowe kopalnie złota i srebra w górach Sierra Morena.  Po jego śmierci dowództwo przejął Hazdrubal Starszy, dla którego Hamilkar był teściem. Jego przewodzenie nie trwało długo, ponieważ już w roku 221 p.n.e. został zamordowany przez sługę jednego z wodzów iberyjskich, który to wódz zginął wcześniej z rozkazu Hamilkara. Przez 8 lat swoich rządów Hazdrubal rozszerzył granicę Nowej Kartaginy aż po rzekę Jucar, czyli 70 km na południe od Sagunto.

Historia zawsze się składa naczyń powiązanych, jednym z większych i ważniejszych dla Sagunto był rozwój i ambicje Kartaginy. W 221 r. p.n.e. dowództwo obejmuje Hannibal Barkas, syn Hamilkara. Wydarzenie to miało odbić się bezpośrednio na losach opisywanego miasta. Nim wrócimy do Sagunto, przyjrzyjmy się jeszcze chwilę Hannibalowi. Krąży legenda, że przed wyruszeniem do Hiszpanii, Hamilkar wziął, wtedy dziewięcioletniego Hannibala przed ołtarz Zeusa i spytał syna czy nie zechciałby towrzyszyć mu w wyprawie do Hiszpanii. Przyszły dziedzic nie posiadał się z radości i jak każdy chłopiec błagał o możliwość udziału w wyprawie. Ojciec wziął go wtedy za rękę i poprowadził do ołtarza, i tam kazał złożyć mu przysięgę, że nigdy nie zostanie przyjacielem Rzymian. Syn oczywiście przysięgę złożył.

Wróćmy teraz do Sagunto. W tamtych czasach jak już wspominałem było to dobrze prosperujące miasto. Niestety nie da się ustalić jego wielkości w ówczesnych czasach, lecz niech jako wskaźnik posłuży liczba wojsk, którą w 219 r. (pne) Saguntczycy wystawili. Wojsko liczyło 11 tysięcy żołnierzy. Liczba imponująca, szczególnie jeśli porównamy to z początkiem XX wieku, gdy to w Sagunto żyło zaledwie 5 tys. mieszkańców. Dziś miasto liczy 60 tys. W ówczesnym czasie nastroje w mieście nie należały do spokojnych. Sagunto utknęło pomiędzy dwoma siłami, które nie darzyły się wzajemnie sympatią. Zaczęto dyskusje kogo poprzeć, z kim zawrzeć sojusz. Tak naprawdę nie było jednej dominującej linii. Zwolenników w mieście można było znaleźć po obu stronach: zarówno propagujących sojusz z Kartaginą, jak i Rzymem. Ostatecznie górę wzięli sympatycy sojuszu z Rzymem i oficjalnie zawarto sojusz. Przykry los spotkał zwolenników Kartaginy, tych uśmiercono nocą, dając znak okolicy, że rzymski sojusz jest traktowany poważnie.

Jak wiemy ze swojej historii, sojusz nie zawsze daje gwarancję bezpieczeństwa, również Sagunto miało na swojej skórze przekonać się jak tragiczne mogą być jego skutki. W 219r. p.n.e. Hannibal rozpoczyna oblężenie miasta, jest świadomy, że atakując Sagunto, tym samym daje pretekst do otwartego konfliktu z wielkim Rzymem. Niezbadane są do końca powody ataku – czy to Sagunto sprowokowało czy to też Hannibal czuł się już na tyle silny, aby rozpocząć zemstę na Rzymie. Pod wzgórze rzymskiego sojusznika przybyło od 15 tys. do 23 tys. żołnierzy (w zależności od źródła) i rozpoczęli oni oblężenie miasta. Sagunto wysłało prośbę o wsparcie do Rzymu i z niecierpliwością oczekiwali oni posiłków od sojusznika. Jakże dzielna była obrona Sagunto! Pomimo opóźniającego się wsparcia Rzymu, miesiącami bronili oni murów miasta przed Hannibalem. Kolejni posłowie wysyłani byli do Rzymu z prośbą o wojsko, niestety, odpowiedź nie przychodziła. Po ponad ośmiu miesiącach obrony Sagunto pada, wojsko Hannibala wpada do miasta i puszcza je z dymem. Niedługo po tym wydarzeniu przybywają wreszcie posłowie z Rzymu z odpowiedzią (prośba o natychmiastowe zaprzestanie oblężenia przez Kartaginę) lecz na miejscu zastają jedynie zgliszcza..

Hannibal w trakcie walk o Sagunto zostaje ranny w udo. Z Sagunto na kilka lat zostaje tylko popiół. Miasto jednak przechodzi do historii jako punkt zapalny jednej z większych ówczesnych wojen – Drugiej Wojny Punickiej. Swoje przejście do historii, przepłaca jednak życiem wszystkich mieszkańców.

Kilka lat później Rzymianie odbudowują miasto, budują w nim również amfiteatr, który obecny jest na wzgórzu do dzisiaj, co więcej do dzisiaj odbywają się na nim różne wydarzenia kulturalne. Rzymianie powoli przywracają blask miastu, a jego populacja wkrótce przekracza 50 tys. mieszkańców.

Sagunto dzisiaj

Dziś, gdy spaceruję ulicami miasta, nic nie wskazuje na wielką przeszłość Sagunto. Siadamy z Ag w jednym z obskurnych tapas barów, których jest tu wiele. Patrzymy na przystawki, które nie zachęcają do zjedzenia, zamawiamy ostatecznie dwie espresso i rozpoczynamy obserwacje sennych ulic. Tu jakby wszystko się zatrzymało, miasto, które kiedyś było jedną z wizytówek wybrzeża dziś nie przypomina swoich lat świetności. Ot, hiszpańskie miasteczko, które pomimo sąsiedztwa niedalekiego wybrzeża raczej nie czerpie wielkich dochodów z turystyki. Nad miastem górują dwa wzgórza, a na nich dwie arabskie fortece (a raczej ich ruiny) z czasów średniowiecza. Gdzieś pomiędzy jedną fortecą, a drugą leży schowany amfiteatr zbudowany jeszcze w starożytoności. Ciekawostką jest, że do dzisiaj odbywają się na nim imprezy kulturalne.

Pijąc kawę zastanawiałem się, jak to się stało, gdzie przepadła dawna świetność miasta, jak to się stało, że młodsza o paręset lat Walencja tak wyprzedziła w rozwoju Sagunto. W starożytności przecież to Sagunto było stolicą rozwoju. Walencję zbudowali Rzymianie 138 r. p.n.e. jako miasto, gdzie zamieszkali rzymscy żołnierze. Pijąc kawę, myślałem ile jest miast z tak tragicznymi wydarzeniami, o których nigdy nie słyszeliśmy i o tym, że każde miejsce ma swoją historię..

Sagunto zamek
_MG_1750-2
_MG_1756
_MG_1745
_MG_1778