Przypomniały mi się słowa Borgesa, powiedział on kiedyś, że jeśli chcesz sobie wyobrazić wieczność, powinieneś pomyśleć o aniele, który tak długo przesuwa skrzydłem po marmurowym bloku, dopóki blok zupełnie nie zniknie. Przyszły mi te słowa na myśl, kiedy siedziałem w Bazylice Św. Piotra i obserwowałem jak ludzie dotykają stóp rzeźby przedstawiającej ojca kościoła. Obie stopy były dość znacznie już starte, zapewne co najmniej w jednej trzeciej. Ile jeszcze czasu minie nim stopy zupełnie znikną i rzeźba z bazyliki będzie się nazywała św. Piotr bez stóp? Czyżby owa Borgesowska wieczność?

Pytanie retoryczne zostawmy same sobie, ja zaś skupię się na dalszych rozważaniach na temat Rzymu. Przez ostatnie 2 dni zobaczyliśmy z Ag większą część atrakcji opisanych w naszym przewodniku. Dodatkowo rozkoszowaliśmy się licznymi rzymskimi murkami, wieloma potrawami i nie mniejszą ilością dobrego wina. Płynęliśmy ulicami Rzymu zarówno z turystami jak i miejscowymi. Słuchaliśmy muzyki miasta – tej głośnej, pełnej tłumu, jak cichej na uboczu czy w parkach.

Im dłużej tu jestem tym bardziej chcę zostać. Mam już swój ulubiony plac, ulubioną dzielnicę i ulubione ulice. Wszystko to znajduje się na Trastevere (lub po polsku na Zatybrzu), mógłbym słać peany pod adresem tego miejsca i pewnie będzie na to czas, lecz teraz skupmy się na żegludze rzymskimi ulicami.

Poniżej znajdziecie kilka notatek z tej podróży po Rzymie, większość robiłem na bieżąco zapisując myśli, które w danym momencie się pojawiły. Duża część zdjęć odzwierciedla te miejsca:

Watykan

Ta biel Watykanu uderza. Najpierw idziesz czterorzędowym tunelem złożonym z kolumn, idziesz nim i czujesz się jakbyś zmierzał autostradą do nieba. Wycierasz po drodze brud, by dojść ostatecznie do stolicy kościoła. Razem z tobą setki innych, turystów, co ciekawe głównie z Azji. Aby wejść do bazyliki czeka cię jeszcze czyścieć w postaci kolejki. Kolejka jest dla wytrwałych, stoisz na rozgrzanym (niczym garnek na palniku) placu, słońce atakuje cię z każdej strony. Nie masz wyjścia, swoje musisz odczekać. Każdy musi odpokutować swoje, nagrodą jest najważniejszy z kościołów. Nie łudź się, w środku nie czeka na ciebie cisza. Przyszło tu wielu żądnych atrakcji. Chcesz spokoju? Wybierz jedną z setek innych rzymskich świątyń. Tu jest przemysł, tu się przychodzi, bo wypada, bo trzeba zobaczyć na własne oczy Watykan, kościół kościołów. Amen.

Trastevere nocą

Ulice płyną zastawione stołami, razem z nimi płynie strumień ludzki, dla każdego starczy miejsca. Setki restauracji stoją otworem. Wiele z nich karmi tak, że będziesz chciał wrócić za jeden dzień, miesiąc czy rok. Zostawią ci na zawsze w pamięci tę kulinarną sztukę, którą Włosi opanowali do perfekcji. Potem gdy już wybierzesz miejsce i zaspokoisz swój głód, przyjdzie pora na taniec i zabawę. Przyjdzie czas by znaleźć miejsce by przysiąść na wino, piwo lub drinka. Pamiętam to miejsce świetnie, pewnie zapamiętam na tyle długo, że przy kolejnej wizycie znów tam będę. Są takie schody, pełne ludzi, wchodzisz na taras, niedaleko Tybru, gdzie każdy murek jest tak szczelnie wypełniony, że ciężko dostrzec kamień, każdy siedzi lub stoi pijąc, śmiejąc się i głośno rozmawiając. Jako tło służy podkład muzyczny z głośników z pubu, podkładem graficznym jest płynąca 50 metrów dalej rzeka, jak i strumień ludzki.

Campo de’ Fiori

W dzień uginają się stoły pod wpływem ilości warzyw i owoców, przypraw, oliw, octów i wszelkiej masy turystycznych gadżetów. W dzień króluje tu smak i interes. Przychodzą tu turyści by znaleźć unikalne włoskie towary. Pewnie trochę blasku miejsce przez to straciło, pewnie kiedyś, gdy było bardziej lokalne mniej to wszystko przypominało tani bazar. Dzisiaj jakość ciężko jest mi się przemóc i zrobić tu zakupy, nawet nie chodzi o jakość, bo w nią wierzę, bardziej o cenę, bo ta jest wyższa niż naszym targu na Trastevere. Ale przyszliśmy by poobserwować ten najbardziej znany plac spożywczy miasta. Siedzimy sobie pod pomnikiem i znużeni patrzymy na macki wolnego rynku, na macki przemysłu turystycznego.

Nocą zaś plac ożywa, niczym feniks rozwija skrzydła i budzi się na nowo. W tle słychać flamenco, w tle widzimy tańce, leje się piwo, słychać klaskanie. Błyskają flesze, ludzie padają sobie w ramiona. Radość na Campo de Fiori wkradła się na całego.

Starożytny Rzym

Zmęczone to miejsce atakiem codziennym słońca, z trudem oddycha, jest tym gadem, o którym pisałem, gekonem świata. Musi trwać i przypominać nam jak stary jest świat, a zarazem, że człowiek od zawsze dysponował wspaniałą wyobraźnią. Najbardziej lubię tę okolicę tuż przed zachodem słońca, kiedy stary Rzym łapczywie zbiera słoneczne promienie, ogrzewa się przed nocą i nabiera przepięknych ciepłych, miękkich kolorów. Kiedy cień kładzie się jak długi na starożytne kamienie i kiedy nie ma tam ludzi, bo teren na noc zamknięty. Wtedy to miejsce atakuje Cię z całą mocą uroku z jaką jest w stanie, onieśmiela cię i rozkochuje. Później przez całą noc nosisz w sobie obraz Forum Romanum albo Koloseum, co wolisz.

Zobacz inne wpisy z RZYMU

Piazza NavonaTreviPlac HiszpańskiStarożytny RzymRzymRzymRzymRzymRzymSchody HiszpańskieSchody HiszpańskieRzymWatykanWatykanPlac WeneckiTrastevereCzłowiekPiekarniaPiekarniaAgataRzym