Ryga

W hotelu, w którym mieszkamy wiszą przedwojenne zdjęcia Rygi. Czarnobiałe fotografie od zawsze wyglądają lepiej. Już samą barwą tworzą sentymentalny klimat. Wpływają również na moje myśli teraz. Zeszliśmy dzisiaj całkowicie ryską starówkę, później poszliśmy dalej na północ, krążąc wokół secesyjnych kamienic, które uchowały się w kilku miejscach miasta. Oprócz secesji i innych wpływów niemiecko-szwedzkich widać te rosyjskie. Był taki moment w ciągu dnia, że wyobraziłem sobie Rygę jako miasto złożone z plastrów, kolorowych płatów, które zostały przyklejone na jedną płaszczyznę. Czasami kolory do siebie pasowały idealnie, a czasami to zestawienie było dokuczliwe. Teraz siedząc w pokoju hotelowym i patrząc na ryską ulicę z fotografii z lat trzydziestych, czuję, że to porównanie mogłoby być nieaktualne, gdyby nie Druga Wojna Światowa. W tym elemencie widzę podobieństwo z Warszawą, jest tu wspólna historia.

Popołudnie spędziliśmy znowu na placach starówki, pomimo chłodnego powietrza (14 stopni) i wiejącego wiatru, wybraliśmy opcję na zewnątrz. Jestem zwolennikiem ogródków restauracyjnych przez cały rok i popieram rozwiązanie, które przyjęło się w wielu krajach, również jak widzę na Łotwie, ogródek wspomagany piecykami, wtedy pomimo chłodu siedzisz na zewnątrz i popijasz kawę, a ulica dzięki tobie żyje. A więc siedzieliśmy na zewnątrz, chłonąłem to miasto, to świeże powietrze, morską, rześką bryzę Bałtyku i całym sobą cieszyłem się, że los skierował mnie do Rygi. To ciekawe, że pierwszą pracą na studiach była ta o Związku Hanzeatyckim, a teraz miasto po mieście odwiedzam członków tej protoplasty dzisiejszej Unii Europejskiej. Pewnie to nie jest przypadek, jak także to, że te miasta są naprawdę niezwykłej urody.

Fotografia na ścianie przedstawia ulicę zachodniego miasta prawdopodobnie sprzed ponad 100 lat. Na ulicach nie ma aut, nie ma ruchu konnego, po bruku spacerują dwie pary oraz trójka samotnych osób. Stoi też armata, która świadczy o toczącej się wojnie/rewolucji w mieście. Kamienice, niektóre nawet pięciopiętrowe wskazują, że miastu się powodzi i gdyby nie ta armata to wskazywałoby to na sielankowy obraz miejski. Stroje ludzi również nie wskazują na wojnę, a raczej na typowy miejski spacer. Gdzieś w tle majaczy się kościół. Nigdy nie pomyślałbym, że zdjęcie zostało zrobione w Rydze.

W głowie miesza się przeszłość z przyszłością, powoli dojrzewa we mnie pomysł aby wziąć sobie co najmniej miesiąc wolnego i spełnić jedno z marzeń – przebyć trasę szlakiem hanzeatyckim w całości. Zamknąłbym czasy studenckie, a także doświadczył tego samego uczucia co kupcy z Lubeki, którzy przed wiekami pokonywali drogę od Amsterdamu po Tallinn. Ryga do tego mnie ostatecznie zachęciła. Teraz tylko znaleźć dogodny termin..

PS. na zdjęciach trochę prywaty, która najlepiej oddaje jak dobrze się tutaj bawimy

RygaRygaRyga

RygaRygaRygaStreetStreetJaśJaśJaśJaśAg i JaśAg i JaśRyga

W kawiarniRygaRygaRygaRygaRygaRygaRyga