Johannesburg, 24 lutego.

Siedzimy na placu Mandeli, najbardziej ekskluzywnym miejskim placu Johannesburga. Weszliśmy na chwilę do jednego z hoteli, który przylega to do tego miejsca. Hotel przypomina warszawski Bristol, ten sam poziom bogactwa w jednym miejscu. Siedzą tu biali w kołnierzykach i czarni obwieszeni złotem. Stanisław pracuje, ja zabieram się do pisania, do podsumowania tych trzech intensywnych dni, które tutaj doświadczyliśmy. Trzy dni, ponad 1000 kilometrów samochodem, do tego loty Johannesburg – Kapsztad i z powrotem. Mało snu, dużo słońca i wrażeń. Jest godzina dziesiąta, weszliśmy do hotelu, bo słońce jest tak intensywne, że na naszą poparzoną skórę było to jedyne wyjście. W Europie w lutym chowam się przed chłodem, tutaj przed upałem.

Trzy odmienne stany RPA

RPA w naszym wydaniu było doświadczeniem intensywnym, doświadczeniem trzech różnych stanów: górskiego trekkingu, safari na sawannie oraz pływaniem w oceanie wśród rekinów. Góry, sawanna, ocean. Trzy odmienne stany natury, temperatury powietrza, warunki do życia. Trekking owiał nas chłodnym wiatrem, sawanna doświadczyła ciężkim słońcem, ocean oczyścił. Dzisiaj jest dzień czwarty i stan czwarty: miasto, miasto odmienne do Kapsztadu, miasto wreszcie afrykańskie.

Hampton Peak

Dziwna Afryka

Dzień czwarty po trzech godzinach snu, gdy zmęczenie zaczyna być realne. W końcu zwolniliśmy, wreszcie jest chwila by się zastanowić co my tutaj tak naprawdę widzieliśmy, podsumować te wszystkie wrażenia i zebrać w jedną całość. RPA jest miejscem ciekawym, zmiennym, które ciężko jednoznacznie zaszufladkować. Z jednej strony chłodny ocean, z nad którego nadciąga codziennie silny wiatr, który przynosi ulgę, z drugiej który potrafi swoją siłą przewrócić. Są miejsca, szczególnie na wzgórzach, gdzie nie da się wytrzymać, wiatr jest tak intensywny, że jedyne o czym myślisz to uciec stamtąd jak najszybciej, schować się gdzieś, gdzie jest cicho. Później góry, które nasuwają skojarzenia ze szkockimi wzniesieniami. Pełne zieleni i szarych kamieni, wyrastające nagle, agresywnie pnące się ku górze, chcące obserwować świat wody i lądu. Dalej miasta i budynki. Poznaliśmy tylko południowy zachód kraju, a tam skojarzenie jest jedno, to nie Afryka to Australia lub Nowa Zelandia, to tereny białych, miejsca gdzie biali żyją jak w osiemnastym, dziewiętnastym wieku. Pozamykani za murami, które są pod napięciem, za wielkimi betonowymi ścianami przez które nic nie widać. w środku jest bogactwo i wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Czarni stanowią tło, obsługę, sami mieszkają w blaszanych barakach, na przedmieściach, wygonieni z centrum przez białych, siedzą w warunkach mało ludzkich. Na co dzień patrzą jako obsługa na białych przesiadujących w hotelach, restauracjach, ekskluzywnych galeriach.

Ocean

Południowy zachód kraju nie wygląda afrykańsko, klimat i krajobraz kojarzy się z wieloma miejscami, takimi jak Skandynawia, Szkocja, Kanada. Niewiele jest tam typowej Afryki. Umysł wariuje nawet, gdy spojrzysz na zwierzęta, które tam żyją. Widzisz z jednej strony pingwiny, które usiadły na kamieniach na wybrzeżu, odwracasz się za siebie i patrzysz na stado zebr, które spaceruje po wzgórzu. Szaleństwo, wieloryby, foki, lwy, antylopy. Zderzenie upału z chłodem. Dwóch oceanów. Kilku stref klimatycznych w jednym kraju.

Zebry

Co więcej? Wino, Sauvignon Blanc na każdym kroku, do tego Chardonnay, z czerwonych Pinotage. Winnice opanowały cały południowy zachód RPA. Wyglądają przepięknie. Wielkie białe posiadłości ukryte w intensywnej zieleni natury. To zderzenie białych budynków ze słońcem i naturą to połączenie idealne, idealnie regenerujące. Znajdziesz tam schronienie przed słońcem i upałem, ugasisz pragnienie dobrym winem, odpoczniesz.

Wkrótce będzie więcej!

Tak to wygląda. Zobaczyć warto. Każdemu będę polecał aby tu przyjechał i na to popatrzył. Sam tu wrócę na dłużej. Teraz wiem, że warto. Przez najbliższy tydzień, dwa postaram się opisać wszystko co zobaczyłem. Zachęcam do śledzenia, będzie co poczytać, będzie co pooglądać. Póki co zamykam komputer, wracam na ulicę, może uda mi się zrobić dobre zdjęcie, może znajdę pomysł na kolejny tekst. Dziś jest ostatni dzień w RPA, trzeba korzystać. Jutro rano otworzę oczy już w Europie, w Amsterdamie, a wieczorem będę w Warszawie.

Zdjęcia, które tu widzicie to droga. Droga z auta. Miejsca, które odwiedziliśmy wkrótce.

RPA