To zmęczenie narasta w nas, zbiera się tygodniami by wreszcie wydrążyć szczelinę. Szczelinami przenika i zatruwa codzienność. Nasze oczy są coraz cięższe, a kroki i ruchy wolniejsze. Słowa nasiąknięte zmodyfikowanym otoczeniem wypływają po czym odczekując chwile opadają na dno. Słowa nazwij jak chcesz, mogą to być zdania, stwierdzenia, pojedyncze wyrazy – nieważne. Jak chcesz to możesz skorzystać z poniższych przykładów: „listku, mój listku niech spłynie westchnienie”, „choć struna napina się to słód pozostaje wyżej”. To wszystko to tylko wydmuszki, drobne wykręty by nie musieć w pełni oddychać. A oddech był już jak kaszel – ciężki i nieprzyjemny. Pozostawiał ból.

O tak, ten odpoczynek był potrzebny. I wcale nie chodzi o to, że potrzeba odpoczynku powraca i to powraca dość często. Ta struna została już napięta i pęknięcia były coraz częstsze. Włóż w szczelinę dwa place, a poznasz szerokość zmartwień.

I można by tak ciągnąć, i pewnie by powstały wersy pełne tych zmartwień, umartwiań i cierpień. Pewnie by tak było, lecz starczy. Odpocznij Marku, niech krew spłynie w dół. Od głowy po koniuszki palców.