Coraz częściej wychodzę do lasu, szukam kontaktu z naturą. Uciekam od miast, które zawsze kochałem i nadal kocham, tylko chyba trochę mniej.  Życie zaczęło mi pędzić tak szybko, że na kartach pamięci mam tysiące nieobrobionych zdjęć. Część z nich nie jest nawet zgrana. Co tu dużo pisać, na bloga czasu mi nie starcza.

A więc natura. Sędki są miejscem, w które jeżdżę z przyjemnością. Tu jestem sam na sam z rodziną. Czasem wpadają gospodarze z Ełku. Dzisiaj to rodzina mojej rodziny. I jak proszą o kilka zdjęć to po prostu to robię, bo to ma sens. Za każdym razem, gdy tam jadę to mam nadzieję, że wokół nie powstają nowe chatki, że pobliski Ełk nie wchłania Sędek. Kiedyś to nastąpi. Dzisiaj jeszcze to miejsce niedaleko miasta, a jednak na odludziu.

Bierzemy z Ag i dziećmi rower wodny. Na całym dużym jeziorze jesteśmy tylko my i kormorany. Cisza. Słychać tylko łopatki rowerów uderzające o wodę. Dzieci zamilkły. Odpuszczamy pedałowanie. I to jest to. To pławienie się ciszą w świecie ciągłego dźwięku. Z zazdrością patrzę na tych, którzy tu mieszkają. Mnie nadal brakuje odwagi na taki ruch. Bo kredyt, praca, firma żony, edukacja dzieci itd.

Od dawna chodzi mi po głowie seria wywiadów z ludźmi, którzy żyją swoim rytmem, pełni pasji do tego co robią. Zrobiłem nawet listę ludzi, z którymi taką rozmowę chciałbym odbyć. To pewnie rozmowa dla mnie, ale na pewno podzieliłbym się nią z Wami. Ale póki co czasu mi nie starcza..

img_6778

Tak mi się wydaję, że im dłużej żyję i im bardziej widzę to oddalenie się od tego z czego człowiek wyrósł to tym bardziej jest mi najzwyczajniej szkoda, że tak się stało. Przetworzone jedzenie, sztuczne napoje, popularyzacja wszystkiego w czym króluje chemia i wytwór człowieka. Im więcej tego tym bardziej ciągnie mnie do natury. Tym chętniej uczę dzieci wizyt w lesie, zbierania grzybów, łowienia ryb, czatowania na zwierzęta. Po to aby mogły patrzeć i chłonąć. I dzieciom się to podoba. Jest więc nadzieja, że pójdą tą drogą.

Taka anegdota, którą pewnie kiedyś powtórzę jak już zgram zdjęcia bieszczadzkie. Jaś wstał przed szóstą rano aby zobaczyć za oknem przychodzące wtedy jelenie. Stał pewnie z godzinę przy oknie, po czym mnie obudził, tata, tata, są! zobacz! Och tak, były, trzy dorodne jelenie i patrzyłem to na nie to na syna, który był szczęśliwy, że wyczekał i je wypatrzył. We mnie była duma.

Sędki, to jedno z kilku miejsc, które odwiedzam po to aby zostawić za sobą Warszawę, po to by ją zostawić i nie oddać się zwiedzaniu nowych miejsc. Aby się zatrzymać, bo chyba zatrzymanie kosztuje mnie najwięcej sił. To uzależnienie od ciągłych bodźców, od podróży, od pracy, od bycia w biegu bywa męczące. Tutaj zwalniam. Nie zwiedzam. Po prostu jestem.

I te wieczory, świeżo uwędzony pstrąg z sędkowej wędzarni. Bimber od gospodarza. Czyste, pełne gwiazd niebo. Skwierczący ogień w kominku na altanie nad stawem, dźwięk koników polnych i rzucających się o wodę ryb. Spokój i natura.

Siedzę przy tym ogniu i myślę, że tak siedzieli i tysiąc lat temu. Lasów było więcej, życie toczyło się wolniej. Informacji nie było, było badanie natury. My z tego wyrośliśmy, dobrze, że są jeszcze tysiące miejsc w samej Polsce, gdzie możemy, my mieszczuchy, sobie przypomnieć jak wygląda nasz rodowód. A jeśli nie rodowód to choć jak wygląda prawdziwie rozgwieżdżone niebo. Tyle i aż tyle.

ps. Wierzę, że jeszcze ktoś tu zagląda i to przeczyta :)

img_6846img_6789img_6797img_6795img_6788img_6833img_6851img_6918img_6899img_6919img_6776img_6933img_6921img_6931