Berlin

Czytam, piszę, robię zdjęcia, oglądam filmy, słucham wciąż to nowej muzyki, podróżuję, pracuję po 10 godzin dziennie, prowadzę bloga, pomagam w biznesach znajomych, spotykam się, piję kawy, rozmawiam, bawię się, poznaję wina, żyję piłką nożną, angażuję się w kulturę, mam rodzinę, żonę, dziecko, kocham dobre jedzenie, odwiedzam nowe miejsca, do tego design, moda, meble, wnętrza. Dużo tego. Wiele osób pyta się kiedy znajduję na te wszystkie aktywności czas. Mi się wydaję, że jak bardzo chcesz to znajdziesz czas na wszystko.

Od ponad miesiąca trapi mnie pytanie – czy poświęcając życie pasji możesz być rozgrzeszony z zaniedbań na innych polach? Jak rozliczać tych geniuszy, którzy przebiegli truchtem przez „granicę ludzkiego ciała i umysłu” i wylądowali o wiele dalej? Czy można mierzyć ich relacje z bliskimi normalną, powszechną miarą? Rozumiem żona-mąż, ale są jeszcze dzieci.

Kiedy o tym wszystkim myślę, to przypomina mi się spotkanie z Ryszardem Pawłowskim, a także kilka dni później obejrzany film o niepełnosprawnym nurku, który pomimo wylewu potrafił zejść głębiej niż zalecenia lekarzy i ktokolwiek wcześniej (wkrótce oficjalna premiera). Przypomina mi się także niedawno przeczytana książka Grażyny Jagielskiej i jej relacje z mężem. Zastanawiam się nad konsekwencjami wyborów, poświęcenia wszystkiego by realizować to co naprawdę nas pociąga.

Większość spotkań na kawie ze znajomymi w ostatnim czasie spływa mi na mniej lub bardziej rozszerzonej dyskusji na ten temat. To jest naprawdę ciekawe. Czy są odpowiedzi? W większości tylko kolejne fale pytań.

Przypływy i odpływy, mijają minuty, godziny, dni, miesiące, a nawet i lata. Starzejemy się wszyscy. Ja zaś z każdym dniem z coraz dalszej odległości widzę brzeg. Nie jest to ani narzekanie, ani smutne, obsesyjne znęcanie się nad życiem, jedynie zapis myśli z ciepłego wieczoru w warszawskim mieszkaniu.

Czuję w tym jakąś wartość. Kiedy ostatnio nieznajoma dziewczyna spytała mnie o to jaki jest cel mojego życia to zaczęło to ze mnie płynąć. Po pół godziny, podeszła, przytuliła, wytarła łzy i powiedziała: dziękuję. Nie zmienia to faktu, że są chwilę kiedy nie pamiętasz i potrzebujesz takiego oczyszczenia jak ja dzisiaj. Ale całe szczęście na koniec konkluzja jest jak zawsze ta sama – pamiętaj po co żyjesz – aby dawać radość innym. Dziękuję.

Ps. Jako ilustracji użyłem zdjęć z Berlina, miasta rozdartego.

Berlin

BerlinBerlinBerlin

BerlinBerlinJaśAg i JaśJa i Jaś