Zapowiadałem już na Facebooku, czas napisać kilka słów tutaj. Los zgotował mi niespodziankę. Już w środę z samego rana czekać będzie na mnie taksówka, z której po 15 minutach wysiądę na Okęciu. Po odprawie i tym nieznośnym przeszukaniu, wyrzuceniu z torby laptopa i aparatu, wsiądę do samolotu. Po dwóch godzinach wysiądę w Monachium. Zapalę papierosa i załaduję bagaż do busa, który zabierze mnie w dalszą podróż. Celem jest Soelden in Austria, Solden w Tyrolu, w Alpach.

Gdyby nie los to sam bym nie wymyślił tej wycieczki. Nie jeżdżę na nartach, desce, sankach. Zimą jeżdżę autem, tramwajem i metrem, czasami pociągami. I to by było na tyle z jazdy w zimę. Nigdy nie stałem nawet na nartach, a teraz będę musiał je okiełznać, nie dość, że okiełznać to zrobić to jeszcze w Alpach, w Solden, jedynym miejscu w Austrii, gdzie odbywa się Puchar Świata w zjazdach alpejskich.

Wszystko wygląda ciekawie (no oprócz tych nart). Hotel, do którego jedziemy to najbardziej znany ośrodek w tej części Alp – kompleks Aqua Dome jest znany z ukrytego w nazwie znaczenia. Jeżeli lubisz wodę to tu się odnajdziesz: wiele rodzajów saun, jacuzzi, do tego duży basen – to wszystko napawa mnie radością. Wszedłem na booking.com, sprawdziłem cenę, podziękowałem losowi, że to nie ja płacę.

Do tego, coś na co czekam z niecierpliwością – Szkoła BMW i całodzienna jazda na lodowcu ich autami, nauka zachowań przy zimowej jeździe. Coś co na pewno przyda się na przyszłość. Coś co w ogóle jest dla mnie ogromnym wydarzeniem. Półtora roku temu odwiedziliśmy z Ag muzeum BMW w Monachium, a teraz z trenerami tej firmy będę mógł popróbować swoich umiejętności na śniegu.

Miejsce zaś kojarzy mi się właśnie z tej wyprawy z maja 2012 roku. Pokonywaliśmy wtedy tę przełęcz koło Solden, jadać z Trydentu do Monachium. Zapamiętałem tę trasę z jednego powodu – pamiętam poranny spacer uliczkami Trydentu, miasta, które z Ag od razu polubiliśmy, za ten spokój, za otoczenie z jednej strony Alpami, z drugiej zaś za włoskość, którą już można było wyczuć. To połączenie niemieckiej czystości z włoską spontanicznością dawało ogromny relaks, poczucie spokoju. Do dzisiaj pamiętam badania, że mieszkańcy Trydentu zajmowali czołowe miejsca w kategoriach zamożności oraz że było to miejsce z największym odsetkiem ludzi szczęśliwych w całych Włoszech. A więc poranny spacer, wspólne zdjęcia, lody konsumowane na murku fontanny przy rynku. Deptak, zwiedzanie. Temperatura około 25 stopni, niemal bezchmurne niebo. Po chwili siedzimy w aucie i zmierzamy w kierunku austriackiej granicy, z każdym kilometrem aura się zmienia, im wyżej wjeżdżamy tym robi się bardziej szaro, a samochodowy termometr pokazuje coraz niższą temperaturę.

Pamiętam, że zatrzymaliśmy się kilka kilometrów za austriacką granicą na stacji benzynowej. Na zewnątrz panowała gęsta śnieżyca, termometr w aucie pokazywał kilka stopni poniżej zera. I pomyśleć, że godzinę wcześniej spacerowaliśmy deptakiem w letniej aurze!

Takie wspomnienia mam z okolic z Soelden. Pamiętam jeszcze tyrolskie wina, kupowane bezpośrednio u producentów. Jest to region z pysznymi gewurztraminerami. Wierzę, że i tym razem uda mi się przywieźć kilka butelek ze sobą. Poczytałem trochę o Tyrolu, historia pokazuje wiele, a dział kuchnia zachęca dobrymi serami, wołowiną i jagnięciną. Wierzę, że mój żołądek zostanie zaspokojony.

Wracam w sobotę w nocy. Mam nadzieję, że w niedzielny wieczór uda mi się zamieścić kilka zdjęć i słów z tyrolskiej wizyty! Wierzę, że wspomnienia wzbogacą się o kilka dodatkowych anegdot, i na koniec mam nadzieję, że przyjadę bez szwanku, bez żadnych złamań.

Kilka zdjęć z Trydentu

Zdjęcie znalezione na Wikipedii.