Jakże różne jest to miejsce od Montserrat, tylko szaleniec może połączyć wycieczkę w oba miejsca w jeden dzień. Najpierw wyciszający górski klasztor, a potem jedno z centr rozrywki Katalonii. Jedna ze stolic europejskich środowiska gejowskiego. Plaża, restauracje, bary, kluby. Hedonizm po ascezie. Tak wyszło. Trafiamy tam grubo po południu, coś po czwartej, po to by zjeść obiad. I jak zwykle w Hiszpanii, spóźniamy się, bo lunche skończyli już wydawać, a na kolację jest za wcześnie, trzeba czekać minimum do siódmej. Siadamy więc przy winie, patrzymy w morze, Jaś wybiega z knajpy na plażę. A my z Ag zaczynamy kłótnię. Koniec jest taki, że ja spaceruję po plaży, Jaś po niej biega, Ag zostaje w restauracji.

Patrzę w to morze i mnie nie cieszy, myślę o Ag, czuję ból, ból przykrywany falami morza, miękkim piaskiem, lecz nadal to ból. Jaś się cieszy, biega, jest w nim tyle radości ile we mnie teraz smutku. Jest irytacja i złość, robię zdjęcia, bardziej mechanicznie niż z pełnej koncentracji. Piszę smsy. Patrzę przed siebie. Tata, czemu się ze mną nie bawisz? Baw się sam Jasiu. Mnie tak naprawdę tu nie ma, jestem daleko na morzu, by po chwili wracać do stolika, gdzie siedzi Ag z Misią. Och, Boże, przecież, wiadomo, że kocham ją i ona mnie, siedzimy tu, w pięknym kurorcie i wyładowujemy złość na sobie, złość z głodu. Bo do Sitges przyjechaliśmy dobrze zjeść, a siedzimy późnym popołudniem nad morzem i przyjmujemy na siebie chłód marcowego zmierzchu, naszych emocji, na głodnego, na zmęczeniu, bez możliwości regeneracji, pomimo, że to miejsce temu służy.

IMG_8944

Podróż to nie tylko odcienie szczęście, to normalne życie, nawet jeśli wyrwane z tradycyjnego i przeniesione w niezwykłe okoliczności. Emocje pozostaną emocjami, a głodne zmęczone ciało potęguję je i przerysowuje. Tak było w Sitges. Siedziałem na ławeczce nad morzem, Jaś biegał w piachu, Ag z Misią siedziały w restauracji. Chwilę wcześniej byliśmy tam z Jasiem, Jaś zbił szklankę soku i wybiegł na plażę. Bez słowa dołączyłem do niego. Stałem tam i robiłem zdjęcia. Teraz w myślach siedzę tam, tysiąc kilometrów od miejsca gdzie to piszę i przypominam sobie te przykryte cieniem emocje. Szybko się o nich zapomina, lecz wtedy były żywe jak barwy zachodu słońca, które samotnie obserwowałem. Opadałem z sił, pisałem smsy, otrzymywałem emocjonalne odpowiedzi.

Na koniec pogodziliśmy się. Otworzyli knajpy, kucharze wrócili na swoje miejsca. Jaś zamówił doradę, Ag owoce morze, nie pamiętam co ja jadłem. Uśmiech wracał na twarze. Później, po zmroku nadal byliśmy w Sitges, w chłodny wieczór, w samej bluzie szedłem z rodziną wąskimi, pięknymi uliczkami tego miasta. Szliśmy na parking centrum handlowego, gdzie stało nasze auto, jedliśmy lody i się śmialiśmy. Kłótni już nikt nie pamiętał.

IMG_8947IMG_8955 IMG_8968 IMG_8973 IMG_8975 IMG_8979 IMG_8983IMG_8929IMG_8991IMG_8996IMG_9008IMG_9012IMG_9026IMG_9048IMG_9025DSCF4991-2DSCF4996DSCF5012-2