12 lutego. Leicester Square. Edwardian Hampshire Hotel. Pokój 209.

Mam widok na ceglaną ścianę. Moje okna wychodzą na rudo czerwone tło, które zaczyna się kilka metrów za moim oknem. Na tym tle na wysokości mego okna wyrastają dwa inne z naprzeciwka, burząc tym samym jednostajność przygnębiającej ściany. Mimowolnie skupiam na nich wzrok. Częściowo matowa szyba, widać tylko zarys środka, bez szczegółów, jedynie zapaloną lampę i krzątającą się osobę.

(…) Przyleciałem dzisiaj rano, przyleciałem w jasno określonym celu. Miał mi zająć godzinę, może dwie. (…)

Przyleciałem dzisiaj rano, przyleciałem w jasno określonym celu. Miał mi zająć godzinę, może dwie. Później wróciłem do pokoju, do hotelowej klatki, gdzie zostałem sam na sam ze swoimi myślami. Jeszcze ten widok, brak przestrzeni, co sprawia, że ciężko jest uciec przed samym sobą. Londyn, jedyne miasto Europy, gdzie z miejsca mógłbym się przenieść. Bez zastanowienia, ot tak po prostu, bo lubię, bo cenię najbardziej.

Londyn

Siedzę i podsumowuję to co dzisiaj widziałem. Londyn to tunele metra, ruchome schody, schody z kamienia. To ciągłe przemieszczanie, zamienianie wagonu metra na kolejny. Przed przyjazdem, robiąc plan myślałem, że przyjadę tutaj i zrobię kilka zdjęć. Zrobiłem głównie zdjęcia schodów.

Za oknem ogromny tumult tłumu, okrzyki podniecenia, wiwaty, gwar. Przerywa to moją ciszę

Siedzę i piszę. Za oknem ogromny tumult tłumu, okrzyki podniecenia, wiwaty, gwar. Przerywa to moją ciszę, ciszę pokoju, bycia sam na sam ze sobą. Ile to już hotelowych pokoi za mną, a ile jeszcze przede mną? Mienią mi się odwiedzone pokoje w oczach, nachodzą na siebie. Dzisiaj nocuję tutaj, na Leicester Square, w centrum Europy, w jej największej metropolii. Bodaj jedynej europejskiej metropolii. Na zewnątrz co kilka minut wybuchy zachwyconego tłumu, a ja myślę sobie po co tu jestem, dlaczego los kazał mi spędzić ten dzień z dala od rodziny, samotnie w hotelu, w pokoju 209? Może odpowiedź jeszcze przyjdzie, póki co pamiętam z tego dnia jedynie tunele, jeżdżenie po ruchomych schodach, zmiany linii metra, wagonu w wagon. Samolot i ogromny ból przy lądowaniu spowodowany chorymi zatokami. Coraz gorzej znoszę lądowania, z coraz większym bólem się to wiąże. Może powinienem zostać zawieszony dziesięć tysięcy metrów nad ziemią?  Zostać tam i z tamtej perspektywy obserwować świat? A może jak Terzani zrobić sobie rok bez lotów i przemieszczać się tylko po lądzie?

Londyn-2

Na zewnątrz tłum, który się zebrał aby wspólnie obserwować wydarzenie, aby wspólnie wyciągnąć telefony i robić zdjęcia. Aby wspólnie celebrować brytyjską premierę 50 twarzy Greya. Jeszcze moment wcześniej byli samotni w tych wagonach metra, na tych schodach, a teraz wspólnie stoją i robią zdjęcia podjeżdżającym limuzynom, wysiadającym z nich gwiazdom. Również wyszedłem z ciekawości pod hotel. Miałem to szczęście, że moje miejsce pobytu było w centrum wydarzeń. Nie musiałem stać za barierkami, lecz przed nimi. Stałem więc samotnie, nie odczuwając tego ścisku, napierającego na barierki tłumu i patrzyłem na anonimowe dla mnie twarze wysiadające z aut. Zachwyt, pisk ludzi, cykające flesze i zapalone monitory komórek. Po chwili podszedł do mnie człowiek zabezpieczający imprezę i kazał mi się usunąć, zaproponował abym dołączył do ludzi zza barierek. Odszedłem przed siebie. Zacząłem krążyć po ulicach chińskiej dzielnicy, wśród rozpalonych lampionów i rozpalającej się ludności Londynu. Nieubłaganie nadciągał wieczór, noc. Blask neonów i nocnych świateł zastąpił słońce. Miasto zaczęło przybierać malowniczy kostium metropolii nocą.

(…) Blask neonów i nocnych świateł zastąpił słońce. Miasto zaczęło przybierać malowniczy kostium metropolii nocą. (…)

Ludzie wyszli z prac, wylali się na ulice z myślą aby ten czwartkowy wieczór spędzić wspólnie w pubach, restauracjach, klubach. Lubię Londyn za to, że obcy ludzie wchodzą wspólnie w interakcje. Rozpoczynają rozmowy, uśmiechają się do siebie, w pubach przysiadają się do siebie i zaczynają po prostu rozmawiać. Siadłem i ja. Przypomniałem sobie, że prawie dziś nie jadłem. Zatrzymałem ten moment na zdjęciu zrobionym komórką. W czerni i bieli. To zdjęcie jest poniżej. To zdjęcie jest kwintesencją chwili, atmosfery miejsca, Londynu.

Londyn

(…) A więc przenieśmy się w czerń i biel, jak z okładki książki Paula Austera (…)

A więc przenieśmy się w czerń i biel, jak z okładki książki Paula Austera, którą czytałem przy piwie w pubie The Bear and Staff. Czerń i biel to kolory miasta, kolory nocy, światło i mrok. Dopiłem piwo, zjadłem kolację, wyszedłem na ulicę. Zacząłem iść przed siebie, bez celu, po prostu by chłonąć Londyn, Londyn nocą. Zaszedłem poza barierę ulic. Zasiadłem za stół i zacząłem grać w turnieju w karty. Sześć godzin przy stole z angielskimi graczami. Zaskoczony byłem kulturą i sympatyczną atmosferą stołu. Koniec końców wyszedłem stamtąd. Była druga nad ranem, na ulice zaczęła wkraczać cisza. Tylko nieliczne grupki wracały do swych mieszkań. Na skrzyżowaniach stały prostytutki, które słowem i wzrokiem proponowały swe usługi. Pojawiali się samotni czarni, proponowali narkotyki. Czerń i biel. Noc. Londyn. Szedłem więc bogatszy o kilka stów Londynem nocą szukając przystanku metra, które zawiozło by mnie prosto do pokoju 209. Znalazłem tylko kraty na wejściu do metra. Nieczynne do rana, do świtu. Otwarte dla ludzi dnia, zamknięte dla nocnych zjaw. A więc w końcu przystanek autobusowy, przy nim jedna dziewczyna, zastanawiałem się czy prostytutka, czy zjawa taka jak ja, unikałem kontaktu wzrokowego, poszukiwałem kontaktu z trasą autobusu N98, jechał na Oxford Street, stamtąd to tylko dziesięć minut spaceru na Leicester Square. Autobus podjechał, wsiadła ona, jednak nocny duch, też wracała skądś, może z wieczoru ze znajomymi, może z pracy, zmęczona ciężkim wieczorem i ciężką pracą, a może po prostu wracała od chłopaka i jechała do siebie, może się pokłóciła, a może była w ramionach miłości i z uśmiechem w myślach wsiadała do autobusu? Zniknęła we wnętrzu N98, ja również wsiadłem, chciałem zapłacić za przejazd, kierowca powiedział, że gotówką to niemożliwe, spytał czy mam kartę zbliżeniową, miałem tylko taką na PIN. Jak mogę zapłacić za bilet? Nie możesz. Dziękuję, rozumiem. Zacząłem wysiadać. Czekaj, gdzie jedziesz? Na Oxford Street. Dobra, zostań, zawiozę cię. Londyn nocą, Londyn dilerów narkotykowych, dziwek i sympatycznych kierowców. Między Oxford Street a Leicester Square było nadal gwarno, sporo ludzi, coraz więcej pijanych, godzina duchów. Tuż przede mnie wylał się z klubu Anglik o azjatyckich rysach, krzyczał jeszcze pijany w kierunku ochrony z Go-Go: God bless you! i stał tak uśmiechnięty, pijany paląc dwa papierosy na raz. Jego koledzy z taksówki go wołali, chciał do nich iść lecz trzymał go taksówkarz mówiąc, że z papierosem nie wsiądzie. Czerń i biel nocy. Mroczni i pijani, poczciwi i trzeźwi. Tak go zostawiłem, było zimno, a ja szukałem swego łóżka ukrytego za drzwiami pokoju 209.

Londyn

(…) Na skrzyżowaniach stały prostytutki, które słowem i wzrokiem proponowały swe usługi. Pojawiali się samotni czarni, proponowali narkotyki.(…)

Rano było lotnisko i lot do Warszawy. Londyn to tym razem tylko migawka, 24 godziny spędzone w wagonach metra, na ulicach nocą i pokładach samolotów. To moje ulubione miasto Europy. Miasto, które żyje całą dobę, w którym ja również chcę żyć bez snu.

Koniec. Spisane trzynastego w piątek w warszawskim mieszkaniu, na zegarku za jeden północ. W głośnikach Patti Smith.

Londyn

LondynLondyn-2