Kiedy jeszcze Polskę zwiedzałem jako pasażer auta rodziców zawsze chciałem zobaczyć więcej niż było możliwe. Kiedy widziałem znak drogowy, skręt na zamek, pałac, cmentarz lub cokolwiek co było oznaczone jako atrakcja turystyczna, krzyczałem do rodziców, abyśmy skręcili, zatrzymali się i zobaczyli co na nas tam czeka. Ta ciekawość świata, zainteresowanie każdym miejscem wtedy było hamowane, bo był cel, do którego zmierzaliśmy, nie było czasu by zobaczyć wszystko tu i teraz. Całe szczęście rzeczywistość się zmieniła, dzisiaj to ja jestem kierowcą i to ja wspólnie z rodziną decyduję co robimy, gdzie się zatrzymujemy i jak spędzamy wolne chwile.

Z Modlinem było tak, że mijaliśmy znaki oraz wielki napis przy drodze na Gdańsk wielokrotnie i wielokrotnie w głowie była myśl, że następnym razem to już na pewno się zatrzymamy i zwiedzimy. Następny raz zmieniał się w kolejny i tak latami jechaliśmy w Gdański, Warmie, Mazury, Litwy, a Modlin pozostawał nadal zagadką. W końcu nadszedł ten moment, gdy wróciłem w nocy z piątku na sobotę gdzieś przed trzecią i już wtedy patrząc nocą w gwiazdy czułem, że warto będzie jutro wykorzystać pogodę i udać się do Twierdzy w Modlinie. Obudziliśmy się rano, kawę wypiliśmy na Saskiej Kępie, zjedliśmy lody, które szybko topniały w pierwszy tak ciepły dzień tej wiosny i udaliśmy się zobaczyć co ma do zaoferowania Modlin.

To jest niesamowite doświadczenie, kiedy widzisz jak dawna baza wojskowa staje się częścią świata cywili, kiedy widzisz współczesny układ ulic wychodzący z układu wojskowego. Gdzie koszary dzisiaj są blokami mieszkalnymi, magazyny przedszkolami i szkołami, gdzie budynki oficerskie zostały zajęte przez banki czy pocztę. W Modlinie zastaliśmy dawny wojskowy świat z cegły z dolepionym komunizmem i socarchitekturą. Spacerowaliśmy tam jak po miejscu z kosmosu, jak z książek Lema tylko tutaj był świat postcarski i napoleoński, postkomunistyczny, gdzie do wielkiego gara z zupą dodaliśmy wszystkie możliwe przyprawy, bo wtedy smak na pewno będzie lepszy. Żaden futurysta by tego nie wymyślił, Modlin przypominał mi zwiedzanie Ukrainy, gdzie często straszą dawne wymysły fabryk, które miały stać na wieki, a dziś straszą pustką i spadającymi cegłami.

W tym współczesnym Modlinie wszystko jest post, nie wiem czy jest to wyczuwalne również dla mieszkańców, ale ma się wrażenie, że słowo post mogli odebrać dość dosłownie, gdyż okolica wygląda na biedną. Jest tu wiele zaniedbań, wiele uszczerbków, również ludzkich. Świat tu stanął w miejscu, zatrzymał się lat temu 20 i nie wygląda jakby miał zamiar ruszyć z miejsca. Z drugiej strony tak wygląda Polska poza wielkimi miastami, kontrast między Warszawą a Nowym Dworem Mazowieckim jest ogromny. Co ciekawe ten kontrast jest widoczny również, gdy zestawimy to miasto choćby z odwiedzoną niedawno przez nas Pszczyną. Wracając jednak do wątku, współczesny Modlin pomimo swych uszczerbków jest miejscem, w którym pewnie żyje się przyjemnie. Ludzie mieszkają w mieście, a ich domy stoją w lesie. Place zabaw otulone są świerkami i sosnami, w powietrzu dominuje zapach drzew i pobliskich rzek. Ciszę ulic przerywają ptasie trele, ruch aut jest niewielki. Gdzieś kilka metrów dalej łączą się dwie piękne rzeki Narew z Wisłą. Można stać tam godzinami i patrzeć jak woda miesza się z niebem, jak słońce odbija się od tafli i tworzy na niej obrazy. Cuda natury przechodzą w budynki i wszystko to miesza się tworząc pełen uroku pejzaż.

Sama twierdza to labirynt, gdy wkraczasz w jej organizm to nigdy nie wiesz czy wyjdziesz, a jeśli wyjdziesz to nie wiesz gdzie. Budynki przechodzą w kolejne, wszędzie czają się zagłębienia i kryjówki, nie wiesz nawet czy możesz zaufać wzgórzom, bo te wyglądają bardziej na pracę ludzkich rąk niż natury. Szliśmy tamtędy, gałęzie drzew powoli zieleniały, błękit nieba komponował się z rdzawą cegłą budynków. Szliśmy przed siebie, nie wiedząc co na nas czeka. Prowadził nas szlak stworzony przez granice ścian budynków, celem była Narew lub Wisła, chcieliśmy dojść tam gdzie kończy się ziemia, a zaczyna woda. Ten świat, w którym się znaleźliśmy to istna postapokaliptyczna kraina, żebra ścian koszarowych, z dziurami w miejscach okien, wszystko opuszczone, wypatroszone, zarośnięte, pokryte śmieciami i trawą, rozpadającym się betonem i przebijającą się przez nie naturą. Będąc tam patrzyłem na to jak do niedawna wielka baza wojskowa zmienia się w część krajobrazu natury. To kolejny dowód na to jak przyroda szybko adaptuje twory człowieka w swoją część. Jak niewiele czasu trzeba aby przykryć beton trawą, mchem, krzewami i zielem.

Miejsce robi wrażenie swoim ogromem, tym, że całość to w sumie miasto. Nie miasteczko, miasto. Spacerowaliśmy kilka godzin po terenie i nie wiem czy widzieliśmy choć połowę tego co ma do zaoferowania baza. Zobaczyliśmy jakiś wyrywek, jakąś część, którą ciężko ułożyć w całość. (Udało się to dopiero po powrocie, gdy uruchomiliśmy Google Maps i zdjęcia z satelity.) Teren ciągnie się kilometrami, czasami łączy się z budynkami cywilnymi, a czasami jest to tylko świat ruin. Jest coś ujmującego w tym upadku i tylko częściowej adaptacji. Ogrom jest pierwszym odczuciem na miejscu, ale im dłużej myślisz o tym miejscu tym bardziej dziwisz się stanem budynków, bo czujesz, że Modlin to klejnot, który mógłby być atrakcją turystyczną na dużą skalę.

Sporą część terenu udało się niedawno sprzedać. Weszła w ręce deweloperów. Co z tego wyniknie dopiero się okaże. Na koniec dnia udało się trafić do hotelu, który zadomowił się w jednym z dawnych budynków. Wygląda nieźle, kojarzy się z adaptacjami podobnymi do Manufaktury (choć we wnętrzu adaptacja momentami łączy się z kiczem, niestety). Zjedliśmy tam obiad, pochodziliśmy po ogrodzie, gdzie nasz syn odnajdywał się świetnie. Zresztą cały ten dzień w Modlinie był dla niego atrakcją przez duże „A” i ani przez moment się tam nie nudził.

Co do podsumowania – mamy tam jeszcze wiele do zobaczenia i koniecznie chcemy to zrobić teraz póki jest to w obecnym stanie. Później nie wiadomo jak to będzie wyglądało, teraz jest to spacer po miejscu, które żyło ludźmi. Takie miejsce widmo, jak prawdopodobnie jest w Czarnobylu. Tutaj jednak katastrofy nie było, po prostu skończyła się koncepcja. Nowa się dopiero tworzy. Miejmy nadzieję, że jeszcze przez chwilę będzie to głównie przelewanie się papierzysk, a my w tym czasie Modlin w całości poznamy..

 

Inne teksty z serii Mazowsze Bez Zadęcia

ModlinModlinJaś i AgModlinModlinModlinModlinModlinAg i JaśModlinModlinModlinJaśModlinModlinModlinModlinModlinModlinModlinModlinModlinModlinAg i Jaś

AgModlinModlinModlinModlinModlinModlinModlin

Modlin