Jestem kibicem piłkarskim, taka jest prawda, jestem kibicem na dodatek aktywnym, chodzę na mecze, mało tego! zdarza mi się za drużyną pojechać poza granice kraju. Jestem kibicem, choć w oczach wielu pewnie kibolem. W ogóle co to za nazwa ten kibol i kto ją wymyślił? (tak wiem, dziennikarze GW) I dlaczego to, że jestem aktywny, że jestem na meczu w innym kraju jest od razu tak pejoratywnie kojarzone?

Kocham podróże i wszystko co z nimi związane. Dzień zaczynam od serwisów z lotami, półki w mieszkaniu wypełnione są reportażami oraz literaturą podróżniczą. Kilka półek to roczniki Travellera oraz Voyage, kilka następnych to przewodniki.

Jestem kibolem, bo jadę za drużyną gdzieś w Europę. Jadę by zwiedzić, by zjeść, by obejrzeć mecz, by wypić wino, by pośpiewać, by poznać ludzi i kraj. Jestem kibolem, bo na mecz w Kijowie czy też Rzymie zakładam szalik i koszulkę, bo stoję i śpiewam.

Po każdym meczu wracam do kraju (bo wyjeżdżam tylko na zagraniczne wyjazdy Legii) i jest mi smutno. Otwieram gazety, facebook. Wszędzie to samo. Wstyd za kibiców, za kiboli. Byłem na kilku meczach wyjazdowych. Jak do tej pory nie byłem na wyjeździe, gdzie było mi wstyd za zachowanie swoje lub innych, a zawsze czytałem, że wstyd nam, Polakom, być powinno (nie byłem w Lokeren, nie komentuję więc).

O dziennikarzach pisać nie chcę. Są dobrzy i źli, ci co piszą źle o kibicach, którzy generalizują to pewnie też Ci z którymi nie porozmawiałbym o literaturze współczesnej, o podróżach, ani o muzyce. Myślę, że to są po prostu bardzo smutni ludzie.

Ludzie, osoby, kibice. Poznałem wielu na wyprawach, wielu z nich nie zapoznałbym ze znajomymi, ale trafiali się też tacy, z którymi rozmowa to czysta przyjemność. Osoby, które w życiu przeżyły wiele ciekawego, wiele ciekawego też czytały. Są też wysoko postawione osoby w firmach. Inteligenci. Sprytni i zaradni życiowo. Wielu, wielu różnych. Nie jest tak, że jest tylko jeden typ, jedna osobowość.

W oczach ogółu wszyscy jesteśmy tacy sami. Kibole. Chuligani. Źli ludzie. Jak jadę na mecz to żegnają mnie jakbym jechał na wojnę. A ja jadę zwiedzać miasta, chłonąć zapachy i kolory. Cieszyć się życiem, a nie zabijać życie.

Kibol? Być może. Przede wszystkim osoba, która kocha żyć.

W tym tygodniu dwa teksty z meczów wyjazdowych (pewnie w okolicach weekendu). O dziwo o piłce i kibicach będzie najmniej. Najwięcej zaś o samych miejscach i przygodach. Bo po to się jedzie. To jest sens jeżdżenia.

Poniżej kilka zdjęć z telefonu kolegi, z wyjazdu do Kijowa: