Wysiedliśmy z Vitary nad morzem, tuż przy betonowym nabrzeżu, miejscowej przystani dla kutrów rybackich. Wysiedliśmy jak do miejsca, które znaliśmy już wcześniej, choć była to nasza pierwsza wizyta w Perdice. Tak sobie wyobrażaliśmy miejscowość na wyspie marzeń, tak sobie ją wizualizowaliśmy wcześniej w kilku rozmowach przy lampce wina, gdy myśleliśmy aby to wszystko rzucić w cholerę i wynieść się na koniec świata. Tym razem koniec świata był bliżej niż można sobie wyobrazić. Zaledwie godzinę promem od Aten. Perdika na wyspie Egina to miejsce – raj, bielone budynki oślepiają promieniami południowego słońca, puste stoliki ustawione tuż przy wodzie czekają na gości, na miejscowych, a nie na turystów. Wokół panuje cisza, słychać mewy i rybitwy, odbicia fal od pomostów, poza tym zero ludzkich głosów, zero zgiełku. Gdzieś w cieniu kilku miejscowych popija piwo, rozmawiając pewnie o porannym połowie, bo Perdika to miejscowość rybacka.

Opowieści, które żyją tylko w pamięci

Spójrzmy na to wszystko w skali mikro, z perspektywy stolika jednej z restauracji, gdzie usiedliśmy. Byliśmy jedynymi w tym czasie jej klientami. Szybko nawiązaliśmy kontakt z właścicielką, kobietą w okolicach pięćdziesiątki. Okazała się Niemką, którą miłość sprowadziła na wyspę 25 lat temu. Zamieniła bawarskie rześkie powietrze na grecki ukrop skrapiany morską bryzą. I jakoś tak wyszło z tą knajpą, w tej małej, liczącej parę setek ludzi miejscowości. Wszyscy wszystkich znają, klientelę stanowią sąsiedzi i marynarze, który przepływają koło wyspy. Oczywiście w pewnym momencie schodzi na kryzys. Kiedyś miejscowy przychodził codziennie, albo co weekend, dzisiaj przychodzi raz na dwa tygodnie lub raz na miesiąc. Grecy kochają jedzenie i kochają jeść na mieście, niestety teraz mogą sobie na to pozwolić tylko od święta. Zamknąć knajpę? Nigdy w życiu, coś trzeba przecież robić, a ja to kocham robić. Pokazała nam leżącą naprzeciwko na cyplu naturalną camerę obscura, nie do końca naturalną, bo zbudowaną ludzkimi rękami. Stał tam budynek będący wielkim aparatem fotograficznym. Obok majaczyły kutry, na stół zaś wjeżdżały talerze z tym co kryje woda. Uroki wyspy Morza Śródziemnego. I tak mi się skojarzył taki mały film: „Opowieści, które żyją tylko w pamięci”, w którym też było wiele ciszy i w którym też pojawiała się camera obscura. Podobieństw było więcej, ale najważniejsze, że Perdika szybko stała się moim wyobrażeniem życia na wyspie. Pobielone domki, cisza, spokój, piękna pogoda. Wąskie uliczki, zapach bzów, zapach ryb z restauracji. Atmosfera małej społeczności, która żyje tylko dla siebie.

Nasz wierny towarzysz

Ruszyliśmy na spacer. Spotkaliśmy druha, który oprowadził nas po każdym zakamarku miasteczka. Od cypla do cypla, był z nami kiedy wchodziliśmy w najwęższe gardła miejscowych ulic. Szczekał na inne psy, gdy te broniły swoich posesji. Cierpliwie czekał, gdy robiliśmy zdjęcia lub rozmarzaliśmy się na kamienistym wybrzeżu. Zdjęcia i słowa nie oddadzą tego jak tam się czuliśmy. Z jednej strony te widoki, które pewnie zostały utrwalone gdzieś na zdjęciach, ale z drugiej masz jeszcze zapachy, a Perdika pachniała cudownie. Pachniała wiosną, bzem i innymi kwiatami, których nie znam, pachniała spokojem, morzem i słońcem. Siedzieliśmy tam na kamieniach w trójkę, ja, Ag i pies. W takich chwilach nie mówisz nic, zamykasz oczy i kontemplujesz chwile, które upływają, wsłuchujesz się w miejsce i wdychasz je. Chcesz jak najwięcej zabrać w sobie, zapamiętać na jak najdłużej. Poza tym nie musisz nic mówić aby się rozumieć. Czasami tylko nasze palce zaplątywały się ze sobą, a wzrok krzyżował się powietrzu. Panował uśmiech, panował spokój.

Egina wyspa Ateńczyka

Generalnie Egina to wyspa gwarna, oblegana przez Ateńczyków. Głównie dlatego, bo leży najbliżej, a przy tym jest duża. To dobre miejsce na weekendowy wypad. I tak na wyspie Egina jest miejscowość o tej samej nazwie, do której spływają promy z Aten i okolicznych wysp. Zwożą pieniądze, decybele, spaliny, czyli siłę napędzającą lokalny rynek. Przez to jak w każdej tego typu stolicy, ciężko jest odpocząć w ciszy. Perdika ma to szczęście, że jest się trudniej do niej przebić, musisz poczekać na autobus lub wynająć jakiś środek transportu. Turyści zostają więc w Eginie, ewentualnie robią sobie wycieczkę do jednej z lepiej zachowanych świątyń starożytnej Grecji, Świątyni Afai. Podczas pierwszej wizyty zrobiliśmy podobnie, utknęliśmy w Eginie, penetrowaliśmy miejscowe uliczki wciąż natykając się na koty, odkryliśmy targ rybny, a tuż przy nim polecono nam knajpę. Stół uginał się od bogactw morza. Za pierwszym razem oddaliśmy się pielęgnowanemu w nas hedonizmowi.

Perdika Story

Za drugim razem wzięliśmy Vitarę, jej dachem było niebo. Zjechaliśmy wyspę, zakochaliśmy się w Perdice, odkryliśmy gaj oliwny skąd do Polski przywieźliśmy świeżą oliwę. Poznawaliśmy każdy kamień wyspy i zastanawialiśmy się gdzie się ukryła Egina, nimfa od której wzięła się nazwa wyspy. Naszym zdaniem była w tej małej rybackiej miejscowości, 10 kilometrów od stolicy, ale to tylko nasze subiektywne zdanie. Gdzieś we wspomnieniach jak myślę o tym miejscu to Wenders krzyżuje mi się z Jarmuschem i powstaje nasze własne Egina Story, a raczej Perdika Story. W ciszy, bez wielkiej ilości dialogów, za to z wieloma podskórnymi. I tak, na koniec jeszcze jedno wspomnienie, zamykam oczy i przypominam sobie pierwsze pójście nad wybrzeże, gdy horyzont krył się w oparach chmur czy też mgły, wszystko było przysłonięte bielą, widoczność była niewielka, wszystko w oparach i tak w tych niejasnościach pragnę Was zostawić..

Więcej tekstów z Grecji tutaj.

EginaPerdikaEginaEginaEginaEginaEginaPerdika

Perdika

PerdikaEginaPerdikaEginaŚwiątynia AfaiEginaPromMewa