Ciąg dalszy klisz z życia letniego. Miejsc odwiedzanych na chwilę. Zaledwie dotkniętych, spróbowanych. Ciąg dalszy krótkich tekstów i zdjęć będących wypisem z życia.

Część pierwsza tutaj.

 

Sopot

Budzę się rano. Hotel. Chwilę zajmuję mi dojście co to za hotel i co to za miasto. Snu znowu niewiele. Pewnie trzy, cztery godziny. Za oknem morze. Musi dziś wiać, bo fale są duże. Sopot. Miejsce, które miałem okazję odwiedzić w tym roku dwukrotnie, dwukrotnie na chwilę, na chwilę jak całe trójmiasto i w ogóle polski Bałtyk.

Ciepło nad Bałtykiem i choć miałem dla siebie tu tylko kilka chwil, jeden pełny spacer poranny to wspominam ten wyjazd miło. A więc obudziłem się. Słońce pomimo poranka mocne, powietrze suche. Duchota ogólna od świtu. Idę i patrzę, obserwuje poranną toaletę miasta. Muskularni panowie rozstawiają leżaki, lekko przybrudzone, przybrązowione ich ciała pracują. Co chwilę przystają, popijają wodą kace, niewyspania swoje. Ja gdzieś tam w cieniu, w okolicach granicznych między piaskiem a chodnikiem, na wysokości drzew patrzę na to wszystko. Plaża pusta. Nieliczne, pierwsze dziewczyny schodzą na piasek, na leżaki wynajęte. Patrzę i chłonę, bo wiem, że za godzinę będę musiał wyruszyć ku Warszawie, gdzie pewnie po 15stej będę siedział już w biurze. Wrócę później do domu, gdzie będę dobę, po czym wyruszę dalej, tym razem przez Kraków do Dublina.

*(O Dublinie kiedy indziej, będzie oddzielnie.)

Zegrze

To był przypadek ta woda. Wracaliśmy z obiadu u rodziców i ta myśl zrodziła się spontanicznie. Może woda? Czemu nie. Jechaliśmy autem i mogliśmy wszystko. Mogliśmy więc zboczyć z trasy do Warszawy i skierować ku Zalewowi Zegrzyńskiemu. Był na to czas. Słońce nieśmiało wychodziło zza chmur. Dziś padał deszcz. Wcześniej było bardzo gorąco, teraz było ciepło, ziemia parowała, szybko wchłaniała okoliczne kałuże.

Podjeżdżamy na parking. Normalnie w lato – albo inaczej – normalnie w tym roku w niedzielę nie ma tu wolnych miejsc parkingowych. Wszystko jest zastawione. Lecz ta niedziela nie jest normalną letnią niedzielą z tego roku. Miejsc parkingowych było sporo. Rozmowa z panem parkingowym nas w tym utwierdza – dobra, obniżę Wam cenę, przez ten deszcz w ogóle nie ma ruchu..

Jaś, tak samo jak my, nieprzygotowany na plażową eskapadę, biega w majtkach, woda, piasek, piasek, woda. Siedzimy, leżymy. Letnie, niedzielne popołudnie..

cdn.

 

SopotSopotSopotSopotSopotSopotSopotZegrzeZegrzeZegrzeZegrzeJaśJaś i TataTata i JaśZegrze