Atlas

 

Dotarło to do mnie dość wcześnie, szczególnie, że perspektywa życia to powiedzmy 65 lat łącznie. Nie jestem jeszcze w połowie swej drogi, a czuję, że powoli docieram do istoty tego po co na ten świat przyszedłem. Po części kryje się ona w tym blogu. Miejsca, które początkowo było dla mnie swego rodzaju pamiętnikiem, a dzisiaj w coraz większym stopniu, staje się sensem życia, a na pewno jednym ze sposobów jego wyrażania.

Ale zacznijmy od początku. Aby odpowiedzieć na tak złożone pytanie jak sens swojego życia, cofnąłem się do wczesnego dzieciństwa, kiedy to moja głowa nie była jeszcze skażona otoczeniem – ani tym najbliższym czyli rodziną, ani tym dalszym czyli znajomymi ze szkoły. Mam 5 lat, Polska końcówki lat osiemdziesiątych, z których tak naprawdę niewiele pamiętam, a na pewno nie mam prawa rozumieć. Mój młodszy brat ma 2 lata. Oznajmiam rodzicom, że idziemy na spacer. W ich oczach to prawdopodobnie wycieczka do najbliższego skrzyżowania i z powrotem. Mój plan jednak był inny, pakuję brata do spacerówki i wyruszamy poznać centrum miasta. Pewnie wyglądało to dość komicznie, pięciolatek pcha przed sobą spacerówkę z dwuletnim dzieciakiem. Dla mnie to była szczególna wyprawa, chciałem poznać centrum swego miasta, zobaczyć budynki, ludzi, sklepy, place. Na głównym placu miasta, nomen omen Sikorskiego spotykamy starszą Cygankę, która wróży mi z dłoni. Nie pamiętam co wywróżyła, ale pamiętam spotkanie, jej specjalnie zaróżowione pudrem policzki. Cała wycieczka trwała kilka godzin, niedaleko już domu słyszę gwałtowne hamowanie auta i pamiętam jak mój tata wyskakuje z niego i biegnie w naszym kierunku. Podobno szukali nas już dłuższą chwilę. Cóż to dopiero pierwszy epizod z serii jak ciężko było im było ze mną.

Dość szybko nauczyłem się czytać, moim celem było zrozumienie pierwszej swojej lektury, która pochłaniała mnie bez reszty. A był to atlas geograficzny. W tym samym w wieku 5 lat nauczyłem się czytać i poznałem wszystkie ówczesne europejskie miasta wraz z ich stolicami. Dodatkowo bardzo dobrze orientowałem się w geografii świata. Bardzo lubiłem bawić się w podróżowanie po świecie, obserwowałem na mapach wzniesienia i niziny, wnikliwie się przyglądałem deltom rzek, sprawdzałem średnie temperatury i marzyłem o wszystkich podróżach, które miały mnie później czekać.

Mam 6, może 7 lat, w międzyczasie były różne epizody, ja najlepiej zapamiętałem jeden z nich. Jedziemy z tatą obwodnicą miasta i tata tłumaczy nam, że ta droga prowadzi prosto do Moskwy, że to wielka trasa łącząca dwa wielkie europejskie miasta Berlin i Moskwę. Tydzień po wycieczce z tatą pakuje brata na rowerowy bagażnik i oznajmiam mu, że wybieramy się w podróż do Moskwy. Nasza ekspedycja dość szybko zostaje udaremniona, ponieważ dojeżdżamy do obwodnicy i natykamy się na znak: zakaz jazdy rowerem. Tłumaczę bratu znak i zastanawiam się co w takim wypadku zrobić. Chęć dotarcia do Moskwy jest przeogromna, jednak równie silnie jest we mnie zakorzenione przestrzeganie prawa i tak stoję trzymając rower, a na nim brata, gdy podjeżdża auto. Jasnobrązowa łada, otwierają się drzwi od strony kierowcy i pada pytanie, którego sens brzmi: dokąd jedziecie?  Pytanie nie pada w języku polskim, lecz rosyjskim, chwilę mi to zajęło nim zorientowałem się o co chodzi. No to odpowiadam zgodnie z prawdą, poważnym tonem, że wybieramy się do Moskwy. Wtedy kierowca czyni wobec nas gesty zapraszające do auta i tłumaczy, że z chęcią nas tam podrzuci. Odpowiadam jednak pewnym głosem, że nie możemy skorzystać, bo rodzice nam mówili, aby nie rozmawiać z obcymi i w tym momencie się oddalamy. Z perspektywy dzisiaj, nawet nie chcę sobie wyobrażać jak mogło potoczyć się moje życie.

Mam lat 8, urywam się rodzicom raz na jakiś czas realizując swoje podróżnicze ambicje. Rodzice widząc moje niesłabnące zainteresowanie światem obdarowują mnie sześciotomową encyklopedią geografii. Po 2 miesiącach znam PKB, surowce naturalne, sytuację ekonomiczną i detale geograficzne wszystkich krajów europejskich oraz większości obu Ameryk. Z resztą świata zapoznanie idzie mi topornie, zwłaszcza z Oceanią.

A później coraz częściej do głosu dochodzą wpływy z zewnątrz. Rodzice marzą abym po studiach zaczął pracę w banku, w pewnym momencie załatwiają mi nawet w jednym z nich staż. Całe szczęście udaję mi się jakoś ich przechytrzyć i do praktyk nie dochodzi. Liceum, studia to były piękne czasy – mnóstwo zabawy, przeczytanych książek, wiele podróży, poznanie mojej ukochanej żony, ślub. Jednak oprócz tego było to też zboczenie z instynktownie wybranej we wczesnym dzieciństwie drogi. Oczywiście realizowałem je na boku, ale przestały być celem mojego życia same w sobie. W trakcie studiów zaczynam pracę w wydawnictwie, później jest branża filmowa. Celem jest jak najwyższe stanowisko, rozwój, awanse. A to już wpływ otoczenia..

Dzisiaj siedzę na kanapie, wdycham powietrze, wydycham je i zastanawiam się nad tym wszystkim. Zaczynam wierzyć, że te pragnienia z wczesnego dzieciństwa to moje przeznaczenie, że podróżowanie jest zaszyte w moim kodzie DNA. I to wcale nie przypadek, że jeszcze przed trzydziestką odwiedziłem ze 30 krajów z całego świata, sporą część wielokrotnie. Czuję w sobie silną potrzebę jechania gdzieś, wczucia się w miejsce i pokazania go szerzej ludziom. Kocham historie ludzi, zapach miejsc, anegdoty, mury, ulice. Uwielbiam pojechać w miejsce poza obiegiem, spotkać ludzi, porozmawiać z nimi i ułożyć z tego kilka interesujących słów. Lubię grzebać w historii miast, bo każde miejsce z czegoś wynika, lubię obserwować zmiany. I przede wszystkim kocham tak żyć – od miejsca do miejsca.

I po to jest ten blog. Chcę się dzielić z Wami tym co widzę. Wierzę, że w ten sposób ktoś może również zobaczyć coś wartego uwagi i przeżyć to, pewnie zupełnie inaczej niż ja, ale o to właśnie chodzi.

Na dziś naprawdę nie wiem (choć w sumie to wiem) jak to dalej się potoczy. Jedno jest pewne, blog będzie istniał, a miejsc odwiedzonych będzie przybywało!

Zakończę dwoma krótkimi fragmentami z książki osoby, która z miesiąca na miesiąc staje się dla mnie coraz ważniejsza, czyli oddaję głos Tiziano Terzaniemu z pośmiertnie wydanej książki „Koniec staje się moim początkiem”:

Uważam, że najpiękniejsza rzecz, jaką młody człowiek zrobić, to wymyślić sobie pracę, która odpowiada jego talentowi, jego aspiracjom, jego radości i wcale nie wymaga uległości, która wydaje się konieczna do przetrwania: „Ach nie mogę bo..”

(….)

Jedną z rzeczy, na których bardzo mi zależy, jest to, żebyś zrozumiał, że to co ja zrobiłem, nie jest czymś nieosiągalnym. Nie jestem wyjątkiem. Ja sobie wymyśliłem to życie, nie sto lat temu, ale wczoraj, przedwczoraj. Każdy tego może dokonać, trzeba tylko odwagi, determinacji i wyczucia samego siebie. Ale nie tego wyczucia związanego z karierą czy pieniędzmi, raczej chodzi o poczucie, że jsteś częścią tej cudowności, która nas otacza. Chciałbym, aby mój przekaz był hymnem na cześć różnorodności, na cześć możliwości bycia tym, kim się chce być. Teraz zrozumiałeś? To wykonalne, osiągalne dla wszystkich.

Folco: Co jest wykonalne?

Tiziano: Życie. Prawdziwe życie, w którym istniejesz. Takie, w którym się odnajdujesz.