Brno to miasto przeciwności. Z jednej strony brudne przedmieścia, z drugiej ładna starówka plus klasyka architektury lat trzydziestych. Dojechaliśmy do tego morawskiego miasta około ósmej, ulice były puste. Jedyny ruch powodowały jeżdżące na sygnale policyjne radiowozy. Później mijaliśmy je, gdy kontrolowały pojazdy, które nie wiem jak znalazły na tych opuszczonych ulicach. Patrzyliśmy na te przedmieścia, wyglądały jak Łódź z najbrzydszych zakątków. Najgorzej, że jak później się okazało to nie tylko przedmieścia, ale i dzielnice centralne. Złapaliśmy gorszy humor. Kolega Stanisław przed wyjazdem zastanawiał się po co tam jedziemy, przecież tam nic nie ma. No cóż, wróciliśmy do jego słów, a co jeśli ma rację? Zostawiliśmy walizki, wyszliśmy na piwo. Tak skończyliśmy ten dzień, piątek.

Stanisław rację miał i jej nie miał, bo to miasto potrafi wyglądać podle, z drugiej potrafi wyglądać też nieźle. Ma trochę do zaoferowania, nawet wcale nie tak mało. Z jednej strony starówka. Deptak centralny, zobacz na zdjęcia, wiele pochodzi stąd. Następna rzecz to podziemia, trzy części, Labirynt, Kostnice i coś jeszcze czego nie pamiętam. Weszliśmy do katakumb, drugich co do wielkości w Europie, pięćdziesiąt tysięcy ciał, masa kości, poukładanych od setek lat w ten sam sposób. Robi to wrażenie. Jaś wyraźnie nie czuł się tu dobrze. Ma niecałe cztery lata i już za dużo bajek na swoim koncie. Tata w Scooby Doo kości zawsze ożywają, chodźmy stąd. Poszliśmy.

Jest tu zamek, twierdza Spilberk, ale ja już się zamków naoglądałem. Popatrzyliśmy na niego z daleka. Woleliśmy udać się do wilii Tugendhatów. Ciężko uwierzyć, że to budynek z lat trzydziestych. Wygląda totalnie na teraźniejszość. I wiesz, to tam czuliśmy się najlepiej w Brnie, leżąc na trawie ogrodu, zaglądając przez okna do środka domu i obserwując meble, które sami chcielibyśmy mieć. Otoczeni pięknem czuliśmy je w sobie. Czuliśmy spokój i radość. Ot tak, tyle.

Brno jest poskładane z wielu części. Irytują pijacy i żebracy, bo pojawiają się znikąd i zakłócają spokój. Z drugiej strony uświadamiają Ci, że takie jest to miasto. To nie jest stolica turystyczna, tu życie odciska swoje mocne piętno, pokazuje swą twardą i niekoniecznie miłą stronę. Podobno Brno przed wojną wyglądało inaczej, lepiej, i podobno wojna pozostawiła po sobie ślad w postaci pustki. Niestety, w oczach niektórych ludzi widać ją do dzisiaj. Co nie znaczy, że Brno należy omijać. Tu warto przyjechać. Na jeden dzień, pewnie nie na dłużej, ale na jeden na pewno. Przejść się starówką, odwiedzić willę wpisaną na listę UNESCO, odwiedzić inne jeszcze miejsca, które są opisane w Internecie i później ruszyć dalej, tak jak i my uczyniliśmy.

IMG_2456

IMG_2468IMG_2491IMG_2482IMG_2462IMG_2552IMG_2634IMG_2575IMG_2522DSCF5302IMG_2521IMG_2628IMG_2639IMG_2664IMG_2591IMG_2654IMG_2690