Poniedziałek. Ósma wieczorem, piję kawę i wspominam ten szalony weekend, który zacząłem już w piątek wczesnym ranem. Obudziłem się w Warszawie by po chwili przenieść się nad Bałtyk, do Trójmiasta. Po dziesiątej szedłem już plażą obserwując klif na tle bezchmurnego nieba. Po południu siedziałem na sopockim molo, walcząc z wiatrem obserwowałem morze. Ostatecznie poszedłem spać w Warszawie. Następnego dnia budzik obudził mnie o piątej. O dziesiątej witałem się z przyjaciółmi w Bielsku-Białej. Cała sobota upłynęła nam na spacerach po mieście, a w sumie po miastach, bo z Bielska wybraliśmy się do Pszczyny. Niedziela zaś to Żywiec i jezioro Żywieckie, browar i woda, popołudnie znowu w Bielsku, a łóżko i sen w Warszawie. Taki to był weekend. Piękny pogodowo, ciekawy życiowo!

Bielsko-Biała
To miasto ma dwie części, sklejone ze sobą niczym bliźniacy syjamscy, dwie lecz zupełnie inne. Lewa strona jest wyższa, starsza, ze średniowiecznym rodowodem. Gdyby druga była identyczna to mielibyśmy do czynienia z istotą o ponad 500 letnim stażu. Prawa zaś jest młodsza, niższa, z nielicznymi wysokimi perełkami. Lewa to od dawien dawna miasto, prawa zaś jeszcze 300 lat temu była małą wsią. I tak powstał twór o nazwie Bielsko-Biała, organizm zrastający się rzeką Białą, która płynie przez centrum miasta. To tam zrasta się rana miasta, rzeka Biała, dzisiaj tętnica miejska, bo wszystko ma tu swój początek i koniec. Kiedyś pozostanie jedynie mała blizna, dzisiaj jest to nadal strupek, co chwilę zrywany i zrastający się na nowo, nadal jest to most ze Śląska do Galicji; czy wcześniej z Niemiec, Czech ku Polsce, nadal różnica jest zauważalna gołym okiem. Szkoda, że za sklepianie wziął się lekarz systemu komunistycznego, bo musiało to się skończyć szpetną blizną, przez co nadal wiele jest do zrobienia. Lekarz ten oczywiście skleił obie części, wątpliwość jedynie budzi materiał, który do złączenia użył.

Bielsko-Biała czy też Bielsko i Biała, te dwa zupełnie inne style to interesujące dla turysty połączenie dwóch oddzielnych osad w jedną. Interesujące gdyż jedno przez wieki było śląskie, czeskie, a drugie polskie. Różnice w zabudowie, w stylu architektonicznym są zauważalne nawet, gdy przejeżdża się autem, a co dopiero po spacerze. To wszystko jest jeszcze bardziej ciekawe kiedy doda się, że obie osady dzieliła jedynie niewielka rzeczka, a jednak była granicą większą niż jej koryto, bo przez lata była to granica państw. I choć pod wodzą austriacką polska Biała zaczęła się zmieniać w kierunku Bielska to nadal różnice są dość duże.

Wysiedliśmy z auta. Zaczęliśmy patrzeć z podziwem na kamienice Bielska, na kunszt artystów i budowniczych, z których biło dawne bogactwo. Patrzyliśmy na porządek architektoniczny tylko czasami zaburzany komunistycznym stylem. Spacerowaliśmy po mieście i czuliśmy styl widywany w Grazu, Bratysławie, Lwowie czy też innych miastach na południe i wschód od dzisiejszej Polski. Choć każde z wymienionych miast leży dzisiaj w innym kraju to tereny dawnej Austrii mają na tyle silnie odciśnięty stempel, że nie da się go pomylić z niczym innym.

Lubię Galicję, lubię ten mieszczański styl przyjazny człowiekowi, komfortowemu spędzaniu czasu. Styl przyjazny dla oka, pełen kolorowych budynków, pełen wpływów naszych południowych sąsiadów. Lubię miękkość i wielość knajpek, zajazdów, tawern i kawiarenek. Każdy przyjazd na południowy wschód to grzebanie w głowie i odnajdywanie stron ze Stasiuka, to grzebanie w miastach, ich tkankach, omijanie wielkich arterii i odwiedzanie cieniutkich żyłek, w których czai się mały diament w postaci kamienicznego muru czy interesującego lokalu. Spacerowałem tak i po Słowacji, i Ukrainie Zachodniej czy Rumunii. Zaglądałem do austriackich miast, dziś zbyt sterylnych dla mnie, lecz gdzieś w przeszłości łączących się nieoderwalnie z południem Polski. Jeszcze 100 lat temu ponad 70% Bielska mówiła po niemiecku, dalsza część po równi rozkładała się na polski i hebrajski. Było multikulturowo, lecz nie  po polsku. Jeszcze przed drugą wojną pomimo, że Polaków przybyło to miejskie elity należały nadal do Żydów i Niemców. Druga Wojna Światowa zmieniła porządek, dzisiaj Bielsko-Biała to zdecydowanie miasto polskie.

Przenieśmy się więc na polską stronę, do Białej, kiedyś Białej Krakowskiej. Najpierw czeka na nas deptak, ponury dość, położony niemal cały czas w cieniu (choć kamienice wzdłuż świadczą o bogatym rodowodzie tej ulicy), aż w końcu dochodzimy do głównego rynku, Placu Wojska Polskiego, dzisiaj jest to smutny parking, same płaty betonu pod kołami aut. Dookoła zaś kamienice, bez ładu i składu. Każda innej wielkości, innej wysokości, tworzą zęby, szczękę, której przydałaby się wizyta u ortodonty, bo porządku tu brakuje niczym w szpetnym zgryzie pacjenta gabinetów ortodontycznych. Polska fantazja: z jednej strony przepiękny ratusz wzbudzający nasz zachwyt, z drugiej to smutne spojrzenie na rynek. Później znów zachwyt gdy patrzysz na dawny hotel pod Czarnym Orłem, a jeszcze później spojrzenie na komunistyczny zryw w postaci Domu Handlowego Klimczok szpecący centrum.

Takie jest to miasto, piękne ze wspaniałą przeszłością, lekko zaniedbane, lecz urocze. Czasami ładne, czasami brzydkie, jak to w Polsce, choć należy dodać, że z potencjałem. Piękne kamienice to tutejszy skarb, lekko przybrudzone, co też ma swój urok. Dzisiaj jeśli się tu buduje to mam wrażenie, że często ma to sens, że starania idą w kierunku zachowania uroku dawnego piękna miejsca. Polubiliśmy z Ag i Bielsko i Białą. Pewnie ma na to wpływ również towarzystwo, które umilało nam tu pobyt. Było galicyjsko, z zastawionymi stołami w knajpach, śmiechem i żartami. Tak jak mam wrażenie powinno tu być.

A propos miasta, należy wspomnieć jeszcze o jednym, o górach. Architektem świata jest natura, architektem miast ludzie. Całe szczęście koronę wokół miasta stworzyła natura. Delikatne masywy gór majaczą wokół Bielska-Białej, obrastają osadę z niemal każdej strony tworząc przyjazny klimat. Nie jest to górskie miasto, bo Beskidy to raczej piękne wzgórza niż góry, bardziej przypominają Bieszczady niż Tatry, niemniej zmiękczają miasto, dodają mu naturalne tło, dzięki czemu szczęście mieszkańców wzrasta.

Pamiętam niedzielny poranek, kiedy to wyszedłem z kawą na balkon. Przywitało mnie słońce iskrzące na błękitnym niebie. Wypiłem pierwszy łyk czarnej, gęstej cieczy i spojrzałem na lekko zarysowane na tym tle wzgórza. Nie ma piękniejszego widoku z rana niż ten na góry. Serce rośnie, natura to najpiękniejszy plenerowy malarz. Lekko pociągnięte pędzlem kształty na widnokręgu Bielska, usytuowane nad nim, rzucając cień na niewielką część, lśniące w słońcu szczyty tworzące atmosferę miejsca, tak, że automatycznie chcesz tu zamieszkać i codziennie patrzeć przez ten balkon na miasto, na naturę. Chcesz przeżywać życie widząc piękno, chcesz chłonąć ziemskie kolory, a nie szarość ulic. Och tak, natura to ogromny atut Bielska.

Kolejnym jest sąsiedztwo gór i innych miast. Bliskość granic i zróżnicowanie kultur. Ale o tym wszystkim już w następnym wpisie..

Wpisy z wizyt w Polsce

Reksio

Reksio

IMG_1057IMG_1067IMG_1060IMG_1065IMG_1055IMG_1082-2IMG_1087IMG_1103IMG_1083IMG_1108IMG_1105IMG_1124IMG_1127IMG_1137IMG_1154IMG_1095