Miasta nam się zlewają, za dużo ich już widzieliśmy. Większość punktów centralnych niezależnie od kraju w Europie wygląda podobnie. Globalizacja. Te same brandy wokół, ten sam beton i szkło, podobne oznaczenia, kultura zlewa się w jedną, międzynarodową. Barcelonę wyróżnia Gaudi i kilku innych artystów, wyróżnia ten styl fantazyjny, choć zarazem często zahaczający o kicz. Szybko wyminęliśmy Sagradę Familię i projekty Gaudiego, zatrzymaliśmy się tylko w Parku Guella. Mimo wszystko jednak to nie te miejsca mnie zachwyciły. Wychował mnie hip-hop i kultura uliczna, street art. Zawsze lubiłem penetrować w literaturze ciemne zakątki miasta, podobnie w rzeczywistości. Kiedy więc wyruszyliśmy do El Raval, na lewo od La Rambli to poczuliśmy się dobrze. Dzielnica imigrantów, dawniej pełna prostytucji i przestępców, dzisiaj w dzień zachwyca kolorytem. Zawsze lubiłem docierać do trzewi miasta, w El Raval je poczułem, wymalowane mury, sklepy z większości regionów świata, różnorodny kolor skóry. Weszliśmy do sklepu arabskiego po słodycze, później zatrzymaliśmy się przy kebabie, Jaś biegał, czarne prostytutki śledziły go wzrokiem. Miasto tu oddycha swoim rytmem. Powoli, pełnym zmęczeniem.

IMG_0268

To nie jest tak, że El Raval jest wyjątkowe, wiele miast Europy ma swój El Raval, jednak tutaj poczułem się dobrze, poczułem paryskiego ducha, bo z Paryżem, z Henry Millerem mi się skojarzyło będąc w tym ciemnym zakątku Barcelony. Z drugiej strony czy tak ciemnym? Dla mnie oznaczał on właśnie wiele kolorów. Chodziliśmy więc, Jaś czasem zatrzymywał się przy murach graffiti, tata, zrób zdjęcie dla babci. Ustawiał się, pozował, ale nie w prosty sposób tzn. nie patrzył prosto w obiektyw, tylko odgrywał jakąś scenę, było widać napięcie i emocje. Nasz mały model. W ogóle street i dzieci to się przecież wyklucza, to nie ma sensu, bo dziecko nie powinno mieć cierpliwości aby towarzyszyć rodzicowi w takiej akcji. Nasze szły z nami, Jaś podpowiadał czemu jeszcze robić zdjęcie, czasami sam je wykonywał, bo udawało mu się mnie ubłagać abym pozwolił mu wziąć lustrzankę do ręki.

Poza tym wszędzie są place zabaw lub skwery. Pamiętam jeden taki, obok placu dwóch mężczyzn, prawdopodobnie braci, jeden niewidomy, drugi rozwieszał klatki z kanarkami przy drzewach. Jaś na placu zabaw. Obok niego rodzina arabska, wybitnie nieeuropejska, ojciec pyta się nas skąd jesteśmy, odpowiadamy. Jest dwunasta, jedyne rodziny, które mają teraz czas na bycie na placu zabaw, to ci którzy prawdopodobnie nie mają pracy. Jego córka próbuje cały czas naszemu synowi wcisnąć czipsy, bezskutecznie gdyż Jaś się huśta. Poza tym wie, że czipsy są niezdrowe. Z drugiej strony placu siedzą czarnoskórzy, wzbudzający respekt, wyglądają jakby prowadzili jakieś ciemne interesy. Nagle zdaję sobie sprawę, że Jaś jest jedynym białym dzieckiem na placu zabaw. Ag gdzieś z boku przysiadła i karmi piersią Misię. Takie specyficzne chwile mieliśmy, takie to były wakacje. Bywaliśmy z dziećmi tam, gdzie raczej turyści swoich pociech nie zabierają: mecze piłkarskie, dzielnice imigrantów i długie spacery po ulicach miast.

Taka była nasza Barcelona, Barcelona którą najbardziej polubiliśmy. Można iść tam gdzie zaprasza Cię przewodnik, ale nam się wydaje, że przewodnik w każdym mieście zaprasza nas do analogicznych rynków, kościołów, dlatego miasta odkrywamy sami. Poniżej zapis zdjęciowych takich odkryć.

BarcelonaBarcelonaIMG_0062IMG_0055IMG_0067IMG_0098IMG_0108IMG_0131IMG_0147IMG_0166IMG_0168IMG_0170IMG_9969IMG_0221IMG_0258 (2)IMG_0261 (2)IMG_0266IMG_8177IMG_0267IMG_9194IMG_8096IMG_0191