Ateny. Oddech miasta. Część druga ateńska.

Jaka jest więc Plaka? Czy jest to miejsce z przeznaczeniem turystycznym, stojące dzisiaj tylko po to aby przyjezdny mógł zobaczyć Ateny inne, piękne, lepiej zachowane? Może jest to właśnie miejsce, które miejscowy omija, nie chcąc uczestniczyć w turystycznym spędzie? A może jest inaczej, może Ateńczyk spędza tu każdą wolną chwilę próbując w pięknie budynków odpocząć? Po kilku spacerach ciężko samemu sobie na to pytanie odpowiedzieć, mam wrażenie, że okolica mająca za sąsiadów bogów to dzisiaj miejsce głównie dla przyjezdnych, wśród których czasami tylko miejscowy spędzi czas w trakcie obiadu. My też usiedliśmy, po to by coś zjeść, chwilę się zatrzymać, popatrzeć na pastelowe mury obsypane często sprayem. Miałem wrażenie, że jednak jest tu sporo sztuki, zarówno tej klasycznej jak i tej jak współczesnej. Plaka miesza ze sobą obraz na płótnie z tym na murze, a wszystko to w klimacie osiemnastowiecznych budynków, wąskich uliczek i świeżej wiosennej roślinności. Siedliśmy by nacieszyć się pełnym stołem, zapachami potraw i bzów, które otaczają Plakę. I otrzymaliśmy to. W słonecznych promieniach pałaszowaliśmy świeże oliwki, które popijaliśmy białym winem. Refleksja przyszła później.

Siedząc w hotelowym pokoju, gdy w głowie obrazy z całego dnia mieszały się tworząc ateński kolaż, przyszło do mnie pytanie. Patrząc na ludzi, na współczesność Aten, a także na wszystkie zachowane tu zabytki zacząłem się zastanawiać nad tym czy Ateńczyk czuje ból patrząc codziennie na Akropol i okolice. Tamta cywilizacja była blisko absolutu, ta dzisiejsza jest blisko ludzi i ich kłopotów. Ciekawi mnie czy mieszkaniec tego miasta czuje ten dysonans widząc współczesny świat i przeszłość bijącą z zabytków świata starego. Ciekawe czy widzi, że gdzieś to wszystko padło i dzisiaj Ateny to nie jest już miasto słońca.

Pani Bożena, która pracuje w naszym hotelu, pyta się czy w Polsce jest praca. Jest ze starej emigracji, znaczy się z 97ego. Nowej emigracji nie ma, nikt z Polski tu nie przyjeżdża. Ją cały czas trzymają jeszcze Ateny, choć jest ciężko. Ale wiecie – słońce, morze, jest coś w tych Atenach, że chce się tu zostać. No właśnie słońce dzisiaj patrzy głównie z góry, patrząc z perspektywy ziemi ciężko jest odczuć wiele optymizmu, szczególnie tutaj, w centrum. W pewnym momencie przestaliśmy tylko obserwować, a zaczęliśmy rozmawiać. Zawsze w końcu schodziło na Polskę. Pytali się jak jest u nas. Pytali wszyscy, Grecy, tutejsza Polonia, ludzie z Bałkanów, Cypryjczycy, wszyscy, którzy tu mieszkają. Dziwili się, że u nas jest dobrze, lepiej. W sumie my też się dziwiliśmy, że współczesna Warszawa może stać wyżej niż grecka stolica bogów. Bo patrząc na dwie stolice – polską i grecką to u nas panuje sukces, a tutaj.. tutaj nic nie panuje. Miasto oddycha, oddycha gruźliczo, krztusi sie lecz najważniejsze jest to, że ciągle żyje. Żyje, choć coraz więcej osób wyjeżdża, szczególnie tych, którzy kiedyś tu przybyli szukając lepszego świata. Spotykamy Serba, pracuje w jednej z tutejszych tawern. Słyszy polski i zaczyna do nas po polsku, jego żona jest Polką. Jej rodzice żyli tu 25 lat, wczoraj wyjechali na stałe, wrócili na Podkarpacie. Oni sami też się zastanawiają co dalej, ona w ciąży, on tu, w restauracji. W przyszłym roku też wyjadą do Serbii, do Polski lub po prostu gdzieś, pewne jest, że z Aten.

Nie wszędzie jest oczywiście tak ponury odbiór miasta. W Atenach znajduję kilka porównań z Warszawą, tak jak i w polskiej stolicy, tak samo i tutaj zamożna część społeczeństwa wyniosła się z centrum. Dzisiaj zamieszkuje wybrzeże, oddalone o 15 kilometrów od Akropolu. Ulokowali się nad morzem, w apartamentowcach, willach, w sąsiedztwie dużego akwenu, a także małego jeziora Vouliagmeni. Okolica jest ładna, idziemy chodnikiem mając po jednej stronie ulicę, zaś po drugiej, za barierką zbocze klifu, które opada ku morzu. Wychylamy się i widzimy, że na dole jest miejsce wśród kamieni, gdzie można złapać słońce i zanurzyć nogi w wodzie. Widzimy kilka małych grupek korzystających z kwietniowej ładnej pogody. Dołączamy się. Ag się opala, ja zaś znajduję schodki w cieniu, wśród leżących, dojrzałych fig. Siadam i otwieram książkę.

Cały pobyt na wybrzeżu to relaks. Spacerujemy nad jezioro, później nad morze. Obok hotelu znajduje się restauracja z molo. Chodzimy od miejsca do miejsca korzystając ze słońca i dostępu do wody. Jakieś inne są tu Ateny, takie wakacyjne, kurortowe, bez tego brudu centrum. Powietrze lepsze, ludzie mniej rozedrgani. Siedzimy z Ag i mówimy sobie, że tu są wakacje od miasta, a tam jest duchota. Tam gruźliczy kaszel, tutaj czyste płuca sportowca. Ciekawie jest w tych Atenach, to pomieszanie wszystkiego od starożytności po współczesność, od czystości po najgorszy brud, od smrodu po czysty zapach morskiego powietrza. Skrajności totalne. A jeszcze nic nie napisałem o wyspach i Pireusie, a to kolejne ciekawe spojrzenie na Ateny. Jak miasto oddycha? Nie znam odpowiedzi. Ważne, że oddycha, żyje i że chce się w to życie miasta zagłębiać.

Przeczytaj część pierwszą

AtenyAgAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAteny

AtenyAgAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAtenyAteny
więcej